Morza szum, ptaków śpiew, rzucaj kijem pośród drzew

Wczoraj w Lublinie było 35 stopni Celsujsza w cieniu. W nocy przyszła solidna burza, dzisiaj wydaje się być chłodniej i nieco bardziej rześko – aż chce się wyjść na dwór i pograć. Gracze konsolowi mają łatwo w erze bezprzewodowych padów – stają za oknem i już grają na dworze. A co ma zrobić gracz planszowy? Teoretycznie może rozłożyć karton na dworze, w praktyce często spędza on długie godziny na rozmyślaniu „jak dbać o gry”. Dlatego mam nieco inną propozycję.

Historia tej gry w opowiadaniach jej producentów sięga czasów wikingów – zapominają tylko dodać, że chodzi o ruchy odtwórstwa historycznego powstałe w XX wieku. Kubb, bo o tej grze mowa, jest szwedzką grą parkową, w której mamy okazję trochę się poruszać, porównać celność i precyzję rzutów.
Pudełko (albo worek) zawiera 10 pionów obrońców, jednego piona króla, 6 kijków do rzucania oraz 4 ograniczniki pola gry. Gra się drużynowo. W swojej turze wszyscy gracze z jednej drużyny próbują przewrócić obrońców przeciwnika za pomocą rzucanego kija – odbywa się to z linii swoich obrońców. Jeżeli zbiją wszystkich będą mogli zbić króla, co oznacza wygranie gry. Drużyna, której obrońca został zbity, musi go wrzucić na pole przeciwnika – będą musieli przewrócić takiego obrońcę zanim będą mogli zbijać piony przeciwników.

Pole gry nie ma określonych wymiarów – każdorazowo to gracze decydują, czy już poprawili celność, czy też jednak jeszcze warto pograć na mniejszą odległość. Rzucanie kijem w przeciwnika zamiast w jego piony uważane jest za nietakt (stąd m.in. wiadomo, że gra nie może być wymysłem wikingów). Ważne jest, aby nie rzucać kija metodą „na helikopter”, czyli obracającego się w poziomie – rzuca się wymachem od dołu do góry, leci więc równolegle do ziemi, przeważnie podstawą do przodu (albo obracając się do przodu lub do tyłu).

Mimo że brzmi to średnio, w praktyce okazuje się być świetną zabawą – gdyby nie to, że mój Kubb chwilowo trafił do warsztatu razem z samochodem, spędzałbym przy nim co drugie wolne popołudnie. Drużyny dwu i trzyosobowe wydają mi się najlepszą konfiguracją.

Jeżeli szukacie czegoś, co zastąpi wysłużone Boule, a ponadto nadaje się do grania na praktycznie każdym terenie – gorąco polecam Kubba 🙂 Ja swojego kupiłem w markecie Jula (dziękuję Windziarzowi i Maryśce za pokazanie mi tej gry) i od ponad roku umila mi wiele dni spędzanych na wyjazdowym lenistwie.

Na koniec mały poradnik zdjęciowy „Jak wyglądać jak Szwed grając w Kubba”.

 

 

  • kwiatoszZnadPlanszy

    Swoją drogą odradzam kupowanie Kubba na Allegro – sprawdziłem ceny i zdecydowanie ktoś przegina.

  • siemin

    A jaka powinna byc cena? Bo na ebayu jest nawet droższy niż na allegro…

    • kwiatoszZnadPlanszy

      Ja kupiłem w Juli za 32zł, teraz widzę podrożał do 39. Nie napisałem od razu w artykule, bo nie chciałem reklamować – ale teraz już uczciwie mogę, bo widzę, że w sklepach z zabawkami potrafi ponad 200zł kosztować O.o

      Także – warto po Kubba do marketu Jula 🙂

      • adamkaluzaZnadPlanszy

        A co to Jula??

  • niemam

    warto dodać, że Kubb chodzi od 2 do 12 graczy. Obozy, wycieczki w większym gronie niestraszne gdy ma się pod ręką Kubba.
    Moi sąsiedzi to podczas grania mocno się alkoholizują – wcześniej tylko alkoholizowali a teraz przynajmniej ręką pomachają, poschylają się i trochę pochodzą. Pięknie to wygląda …