16 godzin z życia obsługanta

Niedawno Cytadela Syriusza współorganizowała mangowy konwent Nejiro. Konwent jak konwent, games room być musi. Jako szefujący sekcji planszowej ja miałem znaleźć ludzi do obsługi, ale że na mangę niewielu chętnych, bo i turniejów poważnych nie ma, to ostatecznie sam część dyżuru robiłem. [Na zdjęciu próbuję wytłumaczyć zawiłości powiązań między znakami w Dobble. Ci mangowcy…]

8:00 początek dyżuru. Optymizm, wiara w dobrą zabawę, nadzieja na zwerbowanie nowych duszyczek do Stowarzyszenia

8:45 pierwsi ludzie w games roomie. „Coś polecić, wytłumaczyć?” „A są Palce w pralce?”

9:00 *Pac, pac, klask, pac, pac, klask, pac, pac…*

9:07 „A ma pan coś na 2 osoby?” Kurczę, na ile lat ja wyglądam? Fandom mówi do każdego na „ty”, ale to mangowcy, najwyżej trzynastoletni, może się wyrobią. *Pac, pac, klask.* „Tak, proszę, Drako – bardzo dobra gra o niesymetrycznych stronach blablabla”. Podchodzą nieufnie, ale tłumaczę, wciągnęli się.

9:40 Pierwsi skacowani docierają na partie mózgożerów. Bez słowa kładą dowód na ladę (po cichu, żadnego „sru!” dowodem o stół), biorą Caylusa i siadają. *Pac, pac, klask.*

10:05 Idzie mały tłumek, który nie zmieścił się na konkurs. „Jest wieża?” (chodzi o Jengę). Patrzę na cierpiących za miliony mililitry. „A może coś innego? Pictomania, taka dobra gra, Flamastry prawie nie piszczą.” – zachwalam. „Nie, nie, poprosimy wieżę”. Biorą dwie sztuki, skacownicy rzucają mi spojrzenie. Boję się siedzieć sam, dzwonię po kolegę: „Stary, przyłaź”. Już wiem, że robię nockę, bo po ciemku to ja z budynku może i wyjdę, ale do domu nie dotrę.

10:10 *Pac, pac, klask.*

10:11 JEBUDU!!!! „Hahaha, jeszcze raz, JESZCZE RAZ!” rozmawiają rozbawieni budowniczy wieży.

10:15 Podchodzi jeden ze skacowników. *Pac, pac, klask.* „Szczszszsz”. Nie dosłyszałem: „Słucham?”. Skacownik znowu: „SZszszsz”. Nachylam się uchem bliżej ust wypożyczającego. „Czy można wynieść grę poza games room?”. Umęczony i udręczony ten szept porusza czułą mą strunę. *Pac, pac, klask.* „No dobra, ale się tym nie chwalcie”. „Szszszsz”. Odbieram to jak wdzięczność, na kolejny chuch zmęczonego życiem i napojami fantasty ochoty nie mam.

10:27 Chłopaki od Drako: „Proszę Pana, coś innego?” „Chłopaki – mówię – dajcie spokój z tym Panowaniem, to jest fandom, to jesteśmy na Ty”. „Dobrze proszę pana”. Moje *klask* o czoło wybija grających z rytmu. Śmiech, krzyki, *Pac, pac, klask.* Daję im Duchy i cieszę się kilkoma minutami rytmicznego spokoju.

10:53 Paco-klaskowicze oddają grę, spieszą się na prelekcję. Co oznacza, że za 10 minut znowu pojawi się jakiś tłumek. „Oby do czegoś cichego” modlę się w myślach.

11:07 „Co będzie na 15 minut? Bo konkurs mamy zaraz”. Polecm Dobble, zachwalam, już prawie tłumaczę. „O, Jenga, bierzemy”. W międzyczasie wróciły dwie poprzednie, ale nawet nie zdążyłem się z tego ucieszyć.

11:30 Wszystko, co hałasuje, wróciło. Nagle: *ding!” – ktoś swoje Halli Galli przyniósł. Normalnie zapłacił wejściówkę na konwent, kupił grę i teraz siedzi i mnie dręczy.

12:11 Nowa fala poprelekcyjna, przyszli pograć Grę o Tron, daję im Grę o Tron. Znają zasady, idealna grupa. Takich lubię.

12:15 Opuszczam na chwilę GR, trzeba w końcu zjeść coś innego niż yerba mate. Wracam 5 minut później z kanapką. Widzę jak jeden z graczy GoTa je pizzę, ociera usta i przegląda karty rodów. W dodatku tą samą ręką. Podchodzę: „Sorry chłopaki, ale w games roomie nie można jeść.” „Ta, pokaż mi regulamin” rzecze jeden młodzian. Pokazuję mu, robimy games roomy od pewnie z 10 lat, raczej się na tym znamy. Czyta. „A tak w ogóle to zatrzymywanie dowodów jest bezprawne”. „Taka twoja prawnicza Alma Mać” myślę sobie, ale grzecznie mówię „Nie ma problemu, może być kaucja, zwyczajowo 300 zł”. Jeden z kompanów sprzedaje mu ostrzegawczego w plecy i sprawa rozchodzi się po kościach, jedzą pizzę przy pustym stoliku.

12:30 Startuje opóźniony turniej Pędzących Żółwi. Jeden egzemplarz, 25 uczestników, spóźniona siódemka widzę szykuje się do krwawej zemsty. Wypożyczają, a za chwilę od ich stolika rozlega się *Pac, pac, klask.*

13:17 *Pac, pac, klask.*, jebudu drewniane oraz plastikowe, ponieważ pojawili się miłośnicy „drwala”, czyli Toc Toc Woodman.

Dłuższy czas nic ciekawego się nie dzieje, skacowani już się orzeźwili, coraz więcej jest takich, którzy grają cięższe tytuły. *Pac, pac, klask.* żłobi w mózgu z uporem godnym lepszej sprawy. Ochota na potraktowanie tych graczy jak Anthony Hopkins Raya Liottę rosła we mnie szybciej niż liczba lubiących profil „Oddam Iphone’y za lajki”.

18:00 Startuje turniej PitchCara. (no dobra, 18:17). Eliminacje, zostaje najlepszych ośmiu graczy. Podchodzi chyba już piętnasty aspirujący do ksywy „Michael to mi może buty polerować. Zamszowe.”. Przymierza, celuje… TRRRACH!!! Akurat przed skocznią zebrało mu się na atomowe uderzenie over 9000. Bolid leci w stronę okna. „U-derz w kraty! U-derz w kraty!” Skanduję w głowie. Uderza w kraty. Zmienia nieco tor lotu i ląduje za oknem. „Trzeba było życzyć sobie precyzyjnie” oraz „O ty nieuprzejmy oraz zbyt silny graczu, cóżeś uczynił”* myślę sobie.
*treści niektórych myśli zostały zmienione na potrzeby artykułu

18:38 Ok, jednak do finału wejdzie tylko siedmiu zawodników. Dalsze zawody bez komplikacji. Po turnieju jest akurat godzina, gdy są same ciekawe prelekcje i konkursy, w games roomie robi się pustawo i spokojnie.

21:48 Zaczynają się schodzić wszyscy, którzy zostają na noc na terenie konwentu, a są albo za młodzi, albo godzina dla nich za młoda na odświeżanie się napojami. Podchodzi siedmiu z rozbieganym wzrokiem. „Palce w pralce” rzucają do mnie. „O Boże!!! Co to jest?!?!?? Krzyczę z autentycznym przerażeniem w głosie i wskazuję na drzwi. Oglądają się, a ja w tym czasie uskuteczniam „manewr bolidowy” na pudełku Palców. Spoglądam na nich niewinnie, już mam mówić że nie ma, gdy rozlega się BRZDĘK i widzę fruwające w powietrzu karty i pudełko. Teraz kraty zadziałały. Spoglądam z poczuciem porażki: „Jakiś dokument poproszę”. *Pac, pac, klask.*

22:17 Jestem geniuszem! Dzwonię do wiecznie-bez-kasy kolegi: „Cześć, może masz ochotę zarobić w dwie minuty dwa piwka?” Mieszka 7km od terenu konwentu, na rowerze dojechał w 8 minut. Wypożyczam mu Palce w Pralce i mówię, żeby wrócił w niedzielę o 15, to dostanie drugie piwo. Coś marudzi, że go oszukałem, ale groźba zabrania tego pierwszego działa jak Relanium na jego umęczone pragnieniem nerwy.

23:10 Nawet Jenga mi nie przeszkadza, świat jest piękny 🙂 Cisza spokój. *Pac, pac, klask.* „Co?” *Pac, pac, klask.* „No jak to?” *Pac, pac, klask.* Konwent. Sklepik planszówkowy. Gry sprzedają. Oczywiście że mieli Palce w Pralce, wszystkie konwenty to kochają. *Pac, pac, klask.* Szarpię włosy, cierpię w całkiem widoczny sposób.

00:00 Przeżyłem 🙂 Mangowy konwent to i games room na noc się zamyka. Idę do domu. Próbuję zasnąć. Zasypianie łączy się ze zmniejszeniem częstotliwości fal mózgowych. Zwykle nie ma problemu. Ale zwykle mózg nie usiłuje odtwarzać We Will Rock You do 4 rano. Wstaję, wykreślam Palce w Pralce ze spisu gier Cytadeli. Będę mówił że się zgubiła. Albo że ktoś ukradł. Ale ostatni raz cierpiałem dla mangowców.

  • Kuba Polkowski

    A to dlatego ostatnio pisałeś, że mangowcy nie są Twoją ukochaną grupą do wypożyczania gier 😀

    • kwiatosz

      Taka trauma łatwo nie znika 😉

  • Stanisław Juźwicki

    Kurczę, z iluś źródeł już słyszę, że Palce w Pralce nie nadają się na konwenty… ja naprawdę nie rozumiem: byłem na kilku imprezach, na których grano w PwP i jakoś dawało radę 😛

    • Jan Bażyński

      Parę lat temu spaliśmy na Polkonie nad Games Roomem. Od tego czasu czuję przerażenie jak słyszę „pac, pac, klask”.

    • Marcin Chmurski

      Tylko pamiętaj, że najczęściej wypożycza się je do najmniejszej dostępnej sali, bądź po prostu pustej 😛

  • Paweł Górski

    Kwiatoszu, dwulicowość Twa o pomstę do nieba woła! Kto mi na LDFach uprzykrzał partię Eclipsa z użyciem Halli Galli? I wciąż nowym grupom narzędzie to szatańskie animował? 😉 Ale zgoda – PwP to wróg najgorszy. Pamiętam to wrażenie z ostatniego Falkonu, gdy cała gamesroomowa hala, chcąc nie chcąc, uczestniczyła w klepance kilku zapaleńców. Stanisław, domyślam się, że to Ty byłeś grającym w PwP? 😉 W każdym razie podpiszę się na każdej liście banującej toto na konwentach 🙂

    • Stanisław Juźwicki

      Ależ Boże broń, dlaczego mnie od razu o taką hipokryzję posądzasz? 🙂 Ja się jako org imprezy cieszę, że ludzie się dobrze bawią. Marcin ma rację, że lepiej, jak się dobrze bawią w osobnej sali, ale co tam 🙂

      Jakbyśmy tak ostro podchodzili do hałaśliwych gier, to w ogóle kilka pozycji by musiało wylecieć, na czele z Halli Galli właśnie. Poza tym pewnie Packa na muchy, Bzzz plask i wszelkie gry, przy których się żywo dyskutuje. Pamiętam, że na kilku spotkaniach ludzie narzekali na ten przykład na zbyt głośne stoliki BSG (a trafiały się partie, gdzie 6-7 osób wrzeszczało na siebie dość mocno). Także myślę, że trochę tolerancji by się jednak przydało 🙂

      • kwiatosz

        Halli Galli jest ok, Jenga też, bo tak naprawdę sporadycznie hałasują. A przede wszystkim – nie rytmicznie. Gadanie to też normalna sprawa w games roomie. Ale jeżeli games room ćwiczy wstęp We Will rock You przez 47 godzin to ja wysiadam 🙂

        Swoją drogą hałas sam w sobie w pewnym momencie jest upierdliwy – ja nie lubię duzych games roomów, bo to się wszystko kumuluje i nieraz trzeba krzyczeć żeby się usłyszeć – zdecydowanie wolę formę kilku mniejszych sal. Tylko że wtedy fotki dla sponsorów nie wychodzą ładne 😛

        • Stanisław Juźwicki

          No u mnie sama geografia budynku wymusza kilka mniejszych sal, więc wychodzi to naturalnie. Sponsorzy jak raz przyjadą na imprezę i zobaczą 6-10 sal zapełnionych graczami, to zrozumieją, że niekoniecznie trzeba mieć 400 osób na jednej fotce 🙂

  • Pingback: Scheherazade | Colorpop ZnadPlanszy.pl()