To proste jak całkowanie

Czasami bywa tak, że chcemy wciągnąć w hobby nowe osoby. Bywają one oporne, bywają chętne jak kania na dżdż(dż). Wprowadzający bywa starym planszowym pierdzielem (jak ja), albo gorliwym neofitą. Każdy z nich ma swoje schody, które prowadzą na „pięterko”, które tutaj rozumiemy jako pokój gier na strychu, a nie w stylu Ala Bundy’ego.

Neofita z definicji jest nadgorliwy. Samo to zniechęca, z drugiej jednak strony dobrze świeci przykładem – „oto ktoś nauczył się grać w tę grę 3 dni temu, to i mnie się uda” myśli sobie indoktrynowany. Często też taki neofita uczy nieco autorskiej wersji zasad, ale to nieistotne.

Stary pierdziel z kolei ma ten problem, że nijak nie potrafi się wczuć w sytuację kogoś, komu do wytłumaczenia podstawowej
mechaniki potrzeba więcej niż „to worker placement, a twisty są tu i tu”. Bo naprawdę – czy dla któregoś z moich czytelników zwrot „worker placement” brzmi tak samo znajomo jak np. diastereoizomery dla kogoś nie mającego nic wspólnego z chemią? Wątpię. Pisałem niedawno o konieczności porzucenia swojej własnej wiedzy na rzecz operowania wiedzą podopiecznego w grze RPG – to się udaje zrobić. Natomiast porzucenie wiedzy o WP w stopniu pozwalającym poczuć się jak totalny początkujący? No can do, mister.

Do stworzenia tego wpisu natchnęła mnie wczorajsza partia Pokoleń. Do tej pory podchodziłem wyrozumiale, ale (jak się okazało) tak naprawdę bez zrozumienia uczuć człowieka zagubionego w zupełnie nowej dziedzinie spędzania czasu wolnego. A tu wtem! Pokolenia – teoretycznie WP, a praktycznie niewidomoco, gdzie ludki umieszczamy jako skutek, a nie przyczynę podejmowania akcji, a pól używamy pobierając surowce będące np. „zdolnością przekonywania”. 1/3 gry w ogóle zajęło mi pojęcie „o co tutaj może chodzić” oraz „jak w zasadzie ta mechanika działa”. Oczywiście doświadczenie w grach zaowocowało, więc byłem ostatni o niewiele punktów, niemniej przez pewien czas poczułem się, jakbym wkraczał na niezbadany, nielogiczny i abstrakcyjny teren (coś jak psycholodzy badający ekipę naukowców z Prometeusza).

Jeżeli ktoś nie grał w Pokolenia to zdecydowanie polecam celem nabycia takich doświadczeń, jakie stały się moim udziałem. Nie wiem czy zadziała to u każdego, niemniej u mnie zadziałało to bardzo odświeżająco.

  • Krzysztof Pilch

    No i przez Ciebie znów zacząłem się zastanawiać nad „Pokoleniami” a odpuściłem je sobie po przeczytaniu o iluś opinii o powtarzalności rozgrywki po kilku partiach i nudzie.