Ulepsz mi grę, zepsuj mi grę

Czasami bywa tak, że autor wypuszcza do lubianej przez nas gry dodatek. Czy to motywacja okołomleczarska, czy też potrzeba serca autora, to już mniej ważne, istotniejszym jest, że dodatek może być fajny bądź niefajny. Tak jak mogą być plusy dodatnie i ujemne, tak dodatek może do radości z gry dodawać, ale może też ujmować. Ba, może nawet ujmować poprzez dodawanie.

Poczucie szczęścia jest dość mało zależne od czynników zewnętrznych – decyduje o tym tak naprawdę filtr myśleniowy, przez który tę rzeczywistość przepuszczamy do naszej świadomości. Piszę tutaj bardziej o zadowoleniu niż szczęściu, nie ma jednak powodu podejrzewać, że jest z tym uczuciem rażąco inaczej. Wracając do meritum – podstawową kwestią jest: co ów dodatek robi. Jeżeli wpasowuje się w podstawkę w zupełnie bezkonfliktowy sposób, ubogacając ją, to wspaniale. Jeżeli dodaje nową mechanikę, planszetkę, dodatkowo zmienia połowę podstawki – to wtedy od jakości samej podstawki zależy czy to wspaniale, czy też może okropnie. Tak czy siak odkrywam ostatnio, że jakość dodatku jest na drugim miejscu jeżeli chodzi o zadowolenie z grania weń.

Najważniejszym czynnikiem określającym nasze zadowolenie z dodatku jest ujęte w przepisy prawo własności. Otóż załóżmy, że dodatek jest super-super. My mamy grę podstawową, nasz kolega ma taką samą. Wyprzedza nas jednak podstępnie w złożeniu zamówienia, wskutek czego podstawkę+dodatek sprawdzamy na jego egzemplarzu. I co się okazuje? Dodatek jest super. Gra z nim wyłącznie zyskuje: głębię, różnorodność, regrywalność – no słowem wszystko oprócz dodatkowych godzin rozgrywki. Miód, malina, pół litra. Nagle się okazuje, że bez dodatku już nikt nie chce grać. Znajomy od dodatku jest w naszej stałej ekipie planszówkowej, więc w zasadzie nie ma problemu – zawsze gramy z dodatkiem. Ale sprawia to, że nasza podstawka staje się w zasadzie nieużyteczna, nie mamy bowiem ochoty wyciągać jej na spotkanie z kimkolwiek, bo wiemy, że jest już niepełna. Jeżeli dodatek jest tani, to go kupimy i w porządku. Jeśli jest drogi to z tym kupnem już tak różowo nie jest – nawet ja nie czuję potrzeby wydania ilości pieniędzy wystarczającej na nową grę tylko po to, żeby mieć dodatek, w który i tak zagram tylko z ekipą, w której dodatek już jest (bo z dodatkiem gra jest na tyle skomplikowana, że najpierw trzeba ze świeżynkami zagrać podstawkę, a to, jak mówiłem, odpada, bo gra jest niepełna w naszym odczuciu). W ten oto sposób dobry dodatek staje się złym dodatkiem i psuje nam dobrą grę.

Bywa też odwrotnie – tu akurat nie ma się co rozpisywać, uniknięcie kuli w postaci słabego dodatku, który teraz obciąża sumienie i portfel współzawodniczącego kolekcjonera, to radość sama w sobie. A jeśli to nie kolekcjoner to tym lepiej – bo a nuż będzie chciał sprzedać kiepski dodatek po bardzo dobrej cenie? Raczej w niego nie zagram, ale pudełko pewnie ładne.

Wniosek jest prosty – co by nie kierowało autorem dodatku , to i tak ostatecznie prawdopodobnym jest, że uda nam się przypisać mu najgorsze intencje i znielubić go na wieki – potrzeba do tego jedynie czasu. Więc niech chociaż pudełko zrobi ładne.

  • Bogas

    No patrz, a u mnie zdecydowana większość pudełek z dodatków skończyła marnie, chociaż niektóre były nawet ładne.

    • kwiatosz

      Ech, ja też przy okazji pakowania do przeprowadzki niektóre usunąłem z półek, ale aż do tej chwili miałem to wyparte…

  • Z czym miałeś takie przygody?
    A tak swoją drogą Twoja sytuacja jest raczej specyficzna – małe, hermetyczne grono z więcej niż jednym kolekcjonerem to raczej rzadkość.

    • kwiatosz

      Bycie dość odosobnionym w problemie jakoś mnie to nie pociesza 😛 Ostatnio z Lords of Waterdeep – no masakra, dodatek w cenie podstawki, a bez niego podstawka jest dużo uboższa… Przynajmniej wypraska jest w dodatku zepsuta, tak sobie tłumaczę.

      • Robert C.

        Ja w kwestii tego dodatku sobie tłumaczę że tylko w połowie mi sie podoba (Skullport) a w drugiej to średnio ale niestety nie wiem czy w końcu się nie poddam:P

  • Ciekawe na ile przy projektowaniu podstawki zakłada się z góry, że pojawi się już dodatek? „Ot, przecież mam jeszcze tyle pomysłów na epickie karty ale po co się wypalać od razu w podstawce? Hajs się musi zgadzać.” Pewnie nikt się otwarcie do takich planów nie przyzna. No dobra przyznało się EA przed zapowiedzią Battlefielda 4 zapowiedzieli DLC 😉 Ale to nieco inna branża.

    • kwiatosz

      Taki np. Dominion został u wydawcy rozbity na podstawkę i Intrygę z tego co się orientuję – Vaccarino przyniósł wielkie pudło do testów. Wydaje mi się, że w niektórych wywiadach autorzy mówią, że z podstawki musieli wycinać pewne pomysły, które później rozwinęły się w dodatek, na Kickstarterze też popularne jest od razu dawanie dodatków przy odpowiednich progach.

      • Albo też podstawka byłaby zwyczajnie zbyt droga, gdyby upchnąć w niej wszystkie pomysły. Tak teraz mi to do głowy przyszło. Niektóre gry aż proszą się o dodatki. Taki Warcard:Afganistan. Nie wiem czy to w założeniu ma być LCG? Minęło już sporo czasu od premiery i przydały by się nowe karty.

  • Magda Glińska

    „motywacja okołomleczarska” :)))

  • Jacek Stańczyk

    „Tak jak mogą być plusy dodatnie i ujemne” – plusy nie mogą być ujemne 😉

  • Robert C.

    Jeśli dodatek sporo i dodaje i ulepsza grę to fakt wtedy często gra bez dodatku przestaje mieć sens. Jak spróbowałeś ptasiego mleczka Wedla ciężko wrócić do „wyrobów czekolado podobnych”. Z dodatkami nie zawsze jednak jest tak że nie nadają się nad grę z nowymi graczami, jakoś z wprowadzaniem świeżaków w Cyklady z Hadesem lub Grę o Tron z Feast of The Crown nie było problemów. W kwestii dodatków widziałbym jednak jeszcze kilka ważnych kwestii. Po pierwsze to ciekawy jest problem gdy dodatek ulepsza grę ale jest tylko częściowo dobry częściowo zaś taki sobie. Da się grać w BGS z wybranymi elementami dobranymi z każdego dodatku ale czy jest sens kupować coś z czego korzysta się w połowie? Następna sprawą jest transport dla mnie o tyle istotny że moje gry od czasu do czasu podróżują. Pół biedy jeśli dodatek zmieści się z podstawką gorzej jeśli trzeba wozić kilka pudeł jednocześnie. Trzecią kwestią jest czas o ile dodatki wydłużają grę komplikują czy nagle z krótkiej gry nie robi się kilkugodzinna kobyła. Z dodatkami jest też oczywiście związana kwestia kosztów czy tak naprawdę warto wydać tyle za ile można by kupić nową inna grę po to by mieć więcej tego samego?