Grasz dobrze? Graj źle!

Czasami bywa tak, że siadamy do jakiejś nowej gry, do której zasady zna tylko jedna osoba. Albo nawet nie zna nikt, tylko instrukcja wygląda na nas literkami, a my ją gryziemy podczas przesuwania pionków. Ewentualnie tłumaczy ją nam ktoś, kto grał tyle razy, że żadna instrukcja mu do tłumaczenia nie jest potrzebna.

W takich wypadkach dzieją się najróżniejsze rzeczy – podśmiechujki, zgryźliwe komentarze skierowane do pocącego się nad rozumieniem i tłumaczeniem zasad. Ale przede wszystkim – pierwsza taka rozgrywka przeważnie jest obok intencji autora, a czasami wyjeżdża z nimi na efektowną czołówkę. „Nie, nie można zmieniać kolejności kart na ręce. Nie można handlować z innym graczem niż aktywny. Nie można odsprzedać właśnie kupionej karty.” Inna gra.

Czasami wypaczenie zasad wypacza sens rozgrywki, ale czasami – działa cuda ku naprawie tego, co w pocie czoła udziwniali autorzy. Przykład pierwszy z mojego brzegu recenzenckiego – Pola naftowe. Zagrałem w to w domu – podobało mi się. Pojechałem na Pionka, gdzie testowałem to razem z Andre (bo nikt z nim nie chciał w to grać) – tłumaczyłem zasady, obu nam się podobało. Napisaliśmy recenzje, dość pochwalne (bez szału, ale pozytywne). Ale zewsząd napływały miażdżące opinie – trochę się musieliśmy tłumaczyć czemu tak oceniliśmy. W końcu gdzieś pojawiła się recenzja w tradycyjnym ujęciu „streszczę instrukcję i dodam ocenę”. Wtem! odkryłem przyczynę naszych ocen – inaczej zrozumiałem (i wytłumaczyłem) zasady kupowania szybów, statków etc – z oryginalnymi faktycznie grać się nie da.

Inny przykład – Kuźnia Gier wypuściła karciankę Kung-Fu. Żucho albo nam to sprzedał i wytłumaczył, albo tylko sprzedał – już nie pamiętam. Spędziliśmy na konwencie ze 3h tłukąc w to. W domu przeczytałem instrukcję, zagraliśmy później jeszcze tylko raz. Trauma zbyt wielka, już nigdy do Kung Fu nie wróciliśmy.

W drugą stronę też oczywiście są przykłady, chociażby Velociraptor! Cannibalism! – pierwsza partia to Ciuniek z Windziarzem. Druga – Windziarz tłumaczy nam zasady, wg których odpadam w pierwszym ruchu – więc mam czas poczytać instrukcję. Co się okazuje? Gra ma praktycznie każdą zasadę inną – i z poprawnymi da się grać. Nie wiadomo, czy to Ciuniek źle tłumaczył, czy Windziarz źle zapamiętał, w każdym razie zwyciężył recenzencki obowiązek i na szczęście dla recenzji zagraliśmy na prawidłowych zasadach.

Doczytywanie zasad jest stresujące. Takiemu Spartacusowi dobrze robiła każda kolejna doczytana zasada. Tak też być powinno – po to są testy gier, żeby wydawca wybrał najlepsze warianty spośród testowanych. Nawet FFG ostatnio jakoś częściej trafia z najlepszym wariatem już w instrukcji. Tylko kurczę – na szali leży nieco lepsza gra, a na drugiej totalne zepsucie gry. Pierwsza ewentualność jest dużo bardziej prawdopodobna, ale nie pewna. Przy tanich grach to jeden karabin, ale przy Eclipsie zawsze spoconymi ręcami otwierałem książeczkę zasad. Na szczęście nic się nie zepsuło 😉

  • siefczyk

    oj znam ten ból 🙂 najgorzej jak pomylone / źle zrozumiane / zapomniane zasady diametralnie albo co najmniej bardzo mocno wpływają na rozgrywkę 🙂 A przerabiałem to ostatnio na Zamkach Burgundii, gdzie 2 rzeczy graliśmy źle (na szczęście wszyscy wiec to nikogo nie krzywdziło) ale per saldo taktyka gry się po korekcie trochę zmieniła… Tak samo ‚narozrabiałem’ na Alhambrze – gralem w to ostatni raz bardzo dawno, ale gra łatwa i przyjemna, że uznałem iż zasady pamiętam i przejrzałem je baaaardzo ale to baaaardzo pobieżnie – wysokie wyniki nas coś dziwiły ale uznaliśmy że jest ok, dopóki nie zagrałem online i… oj zaskoczenie, do każdego kafla musi być dojście od sadzawki (czyt. fontanny) – ech ta pamięć 🙂 ulotna jak nie wiem co 🙂

    • kwiatosz

      Windziarz ostatnio nam też Amerigo tłumaczył – po starciach z Ciuńkiem potencjalna liczba punktów zmniejszyła się o 1/3 😛

  • Jakub Barański

    Pamiętam te 3h z Kung Fu… Wtedy to się wydawała taka dobra gra…