Nie miej uczuć, wygraj życie

Osobowość dyssocjalna, czyli potocznie psychopatia, w dużym uproszczeniu, charakteryzuje się zanikiem uczuć wyższych (chociaż są badania, które wskazują, że to raczej umiejętność ich włączania i wyłączania). Epidemiologia psychopatii to 2-3% populacji. Jon Ronson w książce „The Psychopath Test: A Journey Through the Madness Industry” sugeruje, że wśród dyrektorów odsetek ten sięga 4%. Czy różnica ta jest istotna, czy też nie, to ja bez wielkości próby powiedzieć nie umiem, niemniej w zupełności wystarcza to do zainspirowania wpisu.

Zakładam tutaj, że dla części czytelników zostanie dyrektorem jest wskaźnikiem powodzenia/sukcesu w życiu (a w zasadzie celem identyfikowanym z sukcesem). Abstrahując od zakresu kompetencji i opisu stanowiska konkretnego dyrektora skupię się na samej osobowości dyssocjalnej.

W Europie obowiązującą klasyfikacją zaburzeń i chorób jest ICD-10, posłużę się jednak klasyfikacją amerykańską, czyli DSM-IV – nie należy się oburzać, to też dobra klasyfikacja 😉

Wiele wskazuje na to, że psychopatia ma silne podłoże genetyczne. Jeżeli jednak nie mamy takich skłonności, a zależy nam na byciu dyrektorem, możemy je próbować w sobie wykształcić. Nieocenioną pomocą są w tym oczywiście gry planszowe.

Do zdiagnozowania psychopatii konieczne jest sprawdzenie występowania pewnych objawów.

I. Utrzymujący się wzorzec braku poszanowania i pogwałcenia praw innych ludzi, pojawiający się po 15 roku życia, przejawiający się przynajmniej trzema z poniższych kryteriów:

1. Wielokrotne dopuszczanie się kłamstw, używanie pseudonimów przestępczych lub oszukiwanie innych dla zysku albo przyjemności.

Wielokrotne dopuszczanie się kłamstw w moim odczuciu najlepiej ćwiczyć w Avalonie. Praktycznie nie ma tutaj pewnych informacji, od nas więc zależy, jak odebrane zostaną wydarzenia mające miejsce w grze. Dobrzy muszą kłamać aby ukryć Merlina, aby ściągnąć na siebie podejrzenia. Merlin musi kłamać na temat tożsamości złych, ale w taki sposób, żeby niebiescy wiedzieli kiedy kłamie, a czerwoni nie. Poplecznicy Mordreda muszą kłamać w taki sposób, żeby wszystko było spójne. Historia musi być opracowana do trzech pokoleń wstecz, aby ruch żaden nie jawił się jako podejrzany. Plus muszą mieć to ze sobą uzgodnione, pojawia się więc konieczność wymyślania przekonujących kłamstw na bieżąco. Najlepszy trening na świecie.

Używanie pseudonimów przestępczych. Może nie samo granie, ale chęć udzielania się na forum gier planszowych zdecydowanie pozwala wypełnić ten warunek.

Oszukiwanie innych dla zysku albo przyjemności. Skoro wiadomo, że na tej liście pojawi się Gra o Tron – miejmy to już z głowy. Naturalnym jest zawieranie sojuszy z intencją ich złamania. Przeważnie robi się to w celu osiągnięcia indywidualnych korzyści, ewentualnie wspólnych jeżeli chodzi o powstrzymanie lidera. Czasami sojusz zostaje utrzymany, niemniej często jego koniec bywa gwałtowny i brutalny. Wchodzi tu też pojęcie metagry – łamiemy sojusz z kimś, kto jedną zdradą pozbawił nas szans na zwycięstwo w poprzedniej partii – chodzi tylko o zemstę, czyli poczucie się lepiej.

2. Impulsywność, niezdolność planowania.
Na pierwszy rzut oka nie jest to cecha, którą chcielibyśmy rozwijać. No ale jest w wymaganiach, nie ma przeproś.
Najprościej rozwijać to w oparciu o niekontrolowalną losowość. Nie wyciągnę Chińczyka, ale That’s Life w podstawowej wersji się nada. Niby mamy jakąś kontrolę, niby coś możemy, ale w praktyce większość to i tak kostka. Powoli uczymy się, że i tak nie ma co rozmyślać, popadamy jedynie w automatyczne przesuwanie pionka, który akurat nie blokuje prezentu (no chyba że jest strażnik, wtedy oczywiście jego).
Impulsywność trochę gorzej, ale od czego mamy gry czasu rzeczywistego. Bardzo sprawdza się Dobble. Nie możemy nic zaplanować, jedyne działania to odkrycie karty i jej rzucenie. Ponieważ nie ma specjalnej kary za rzucenie karty w złym momencie nie ma żadnego powodu, żebyśmy uczyli się przy tym powściągać rządzę rzucenia jej teraz, natychmiast, już. Polecam.

3. Skłonność do rozdrażnienia i agresja wyrażająca się w notorycznych bójkach i napaściach.
Tu jest nieco trudniej – ale już umiemy brać na siebie obowiązku bez myślenia o konsekwencjach, więc wiadomo – jakoś się uda. Bójki kojarzą mi się nieodmiennie z Brawlem – i tę grę polecam – bez głębszej refleksji.
Napaści i rozdrażnienie. To drugie uczucie pojawia się w każdej grze, w której jest kingmaking, więc do wyboru do koloru (chociażby Chaos w Starym Świecie). Odruchową napaść z kolei pięknie wzbudza Cosmic Encounter. Losujemy czym atakujemy, losujemy kogo atakujemy – w naszej gestii pozostaje jedynie zaciekłość tego ataku. I tak co kolejkę, co kilka minut. Odruch kształtuje się bardzo szybko – widzę wroga, muszę napaść. Szacunek dla autorów za tę pomoc dydaktyczną.

4. Brak troski o bezpieczeństwo własne lub innych.
Graliście w K2? Chyba nie muszę nic więcej pisać. Da się do tego podejść jednak w odmienny sposób. Jakie tematy najczęściej przewijają się w kontekście bezpieczeństwa na forum? Zakaz jedzenia przy grze. Zakaz stawiania napojów na stole z grą. Ani słowa o solidnych krzesłach, sprzątnięciu tłuczonego szkła z podłogi czy zabezpieczeniu okien przed wypadnięciem przez nie sfrustrowanego gracza. Zdecydowanie da się odczuć nieprzychylność środowiska w stosunku do osób uszkadzających gry – czasami wręcz pojawiają się groźby („ja bym takiemu…”).

5. Brak odpowiedzialności, wyrażający się niezdolnością spełnienia wymogów zachowania w pracy zawodowej lub w dotrzymywaniu zobowiązań finansowych.
Na pewno graliście w Eclipse – nie wiem czy z kimś, kto zbankrutował, niemniej taka możliwość jest tam realna. Klasyczne podejście „jakoś to będzie” i zadłużenie imperium kosmicznego ponad możliwość spełnienia zobowiązań finansowych nawet poprzez samoszpiegostwo gospodarcze (mechanicznie wymienianie nauki na kasę) – dzień jak co dzień w przestrzeni. Ostatnio grałem modelową wręcz w tym temacie partię Agricoli – współgracz (tu pozdrawiam Adriana 😉 ) stwierdził po partii „Gdybym w ostatniej rundzie miał jakieś jedzenie to bym wygrał”.

6. Brak poczucia winy wyrażający się obojętnością lub racjonalizacją wyrządzania krzywdy, szkodzenia i okradania innych.
To chyba w ogóle nie wymaga wyjaśniania – „Po grze jesteśmy przyjaciółmi.”, „Musiałem tak zrobić żeby wygrać.”, czy też „Nie wiń gracza, wiń grę.”. Generalnie to podstawowy warunek pozwalający czerpać przyjemność z gier planszowych, obędzie się więc bez konkretnych tytułów – byle omijać kooperacje (to nie poradnik dla wicedyrektorów).

Jak widać droga do zwiększenia swoich szans zostania dyrektorem poprzez odpowiednie kształtowanie osobowości idzie ręka w rękę z naszym hobby. Można więc bez obaw mówić w wywiadach dla mediów: Gry planszowe rozwijają.

  • Windziarz

    Jakby tak podciągnąć wszystko do statystyki, to mizerne szanse na zostanie dyrektorem. Ale jak czytam zdecydowanie łatwiej jest zostać psychopatą 🙂 A teraz odwołując się do klasyfikacji ICD 10.
    nieliczenie się z uczuciami innych
    lekceważenie norm
    niemożność utrzymania związków
    niska tolerancja frustracji i próg wyzwalania agresji
    niezdolność przeżywania poczucia winy i uczenia się (kary)
    skłonność do obwiniania innych (za wikipedią).
    1. Osadnicy z Catanu” – „Kochanie czemu trzeci raz rzędu okradasz mnie złodziejem? Jest mi przykro.” – „Bo tylko Ty masz cegłę, skarbeńku”.
    2. Dobble – „Jakie kobiety i starsze osoby mają pierwszeństwo? Ja pierwszy powiedziałem dobble”.
    3. Compound – ” A ja Ci tu zapałeczkę w ten o to związeczek rzucę”.
    4. Eclipse – „No, żesz ku#$a mać, trafiam na 3 i piąty raz rzędu rzucam stertę jedynek i dwójek”.
    5. Remik z moim dziadkiem. „Dziadku dlaczego masz 17 kart na ręce, przecież można mieć tylko 14? Znowu dociągasz w nie swojej kolejce.” – „Wydaje Ci się, zdarzyło mi się to pierwszy raz”.
    6. Dowolna gra – „Gdybyś tylko zagrał tą drugą kartę/wybrał inny kafelek/lepiej rzucił kośćmi to bym wygrał”

  • jaroslawczajaZnadPlanszy

    Gdybym w ostatniej rundzie mial jedzenie…. Dobre 🙂

  • Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #301 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()

  • Czytając inny Twój felieton zauważyłem miniaturkę z Glengarry Glen Ross. Nie wiem po raz który film wraca na moją listę „do obejrzenia”. Warto dać mu pierwszenstwo przed nowościami? To tak na temat ;).

    • kwiatosz

      Przykro mi serwować noobowską odpowiedź, ale oglądałem tylko sceny szkoleniowe/sprzedażowe – całego filmu nigdy nie widziałem, więc nie pomogę. Ale jeżeli trzyma poziom scen szkoleniowych to zdecydowanie warto 🙂

      • Hehe… to tak samo jak ja. Przeklęty Youtube :). Ech… to pewnie ze staroci po raz trzeci obejrzę Aż poleje się krew :).