Opieraj się bezwzględnie!

Moja oczywista skłonność do galopowania na koniu fantazji w rejony niezbadane ludzką stopą, a przynajmniej nie bez narkotyków, mam wrażenie wyzierała solidnie z niektórych moich tekstów. Tworząc jednak wpisy psychoedukacyjne stawałem raczej po stronie praktyczności opisywanych zjawisk, nauka ma bowiem to do siebie, że jednak czasami produkuje użyteczne wyniki 😉

Jest cała gałąź psychologii nazwana psychologią pozytywną. W prostych słowach chodzi o to, że zajmujemy się ludźmi znajdującymi się w normie psychologicznej i wykorzystujemy wiedzę z zakresu psychologii do polepszania jakości ich życia – czy poprzez podniesienie ich umiejętności, czy też świadomości, to sprawa drugorzędna. Dzisiaj spróbuję dołożyć cegiełkę do poprawy jakości życia poprzez podniesienie świadomości otoczenia w kwestii pewnego zjawiska.

Czasami bywa tak, że nie chcemy w coś grać. Albo czegoś wypić. Przeważnie w takich sytuacjach przywoływana jest asertywność, ale spokojnie – jak pisałem swego czasu: nie będę na taką oklepaną kobyłę czytelników sadzał. Naturalnym skutkiem naszej odmowy robią się namowy proponującego. Tradycyjna ścieżka wygląda tak:
[odgłos polewania w kieliszek obok] => „ja dziękuję, tę przesiedzę”
-no co ty, dawaj
-nie, naprawdę, potrzebuję chwili przerwy
-nie bądź baba i nie pękaj (po alkoholu czasem finezja przytaczania powiedzonek zaczyna szwankować)
-nie
-ze mną się nie napijesz?
-przede wszystkim z tobą się nie napiję
Dalej leci klasycznie: tulipany, sztachety, ubaw pracowników SORu, kariera na wykładach dla doktorantów proktologii z zakresu wydobywania sztachet z pacjenta.

A można tego uniknąć. Tutaj konieczne jest wprowadzenie pojęcia reaktancja. Być może już to wprowadzałem, ale nie kojarzę wpisu traktującego całościowo o tym zjawisku. Efekt ten to naturalny dla człowieka opór psychologiczny odpalający się w momencie wywierania na nas nacisku. Nawet jeżeli nie byliśmy zdecydowani, to jest szansa, że namawianie nas utwardzi nasze odmowne stanowisko zamiast je zmiękczyć.

Kursy samoobrony dla kobiet zawierają przeważnie fragment o tym, że jeżeli napastnik już kobietę chwyci – za ręce, ubranie etc – to nie należy się szarpać. Szarpanie bowiem „utwardza” postawę napastnika – chwyt jest mocniejszy, napastnik przygotowany na przeciwdziałanie wyrwaniu reki/ubrania. Natomiast pojedyncze nagłe szarpnięcie jest zaskakujące i daje lepszy efekt. Podobnie jest z przekonywaniem – seria kiepskich namów zdecydowanie utwardza postawę odmowną. Jeżeli pierwszy dobry argument nie zadziałał, to przeważnie późniejsze wysiłki są próżne.

Jak to ma poprawić życie? Po pierwsze: namolność nie przynosi efektów, a przynajmniej nie powinna. Zapewne są ludzie, którzy dla świętego spokoju się zgadzają na coś – to tylko utwierdza namolnych, że warto próbować, bo nic się nie traci. Dlatego wiedza o reaktancji jest moim zdaniem przydatna i namawiającym i namawianym.

Namawiającym, bo wiedzą, że mają jedno, góra dwa uderzenia, które powinny być przygotowane i obudowane lepszymi argumentami „nie bądź złamas”. Namawianym, bo już wiedzą, skąd się bierze ten nie zawsze racjonalny opór. Oraz przy popularyzacji tej wiedzy – bo mają większą szansę na święty spokój po krótkich targach, a przez to wolną resztę wieczoru spędzanego w tym samym towarzystwie.

Oczywiście są ludzie z patologicznie rozwiniętą reaktancją – tacy nie zareagują na dowolnie dobry argument. Ale jak mówiłem – zajmujemy się tutaj ludźmi w normie. Takich poza normą warto rozpoznać, żeby sobie nerwów nie szarpać 😉