Konkurs Szogun – rozstrzygnięcie

Kreatywność w narodzie nie ginie, dziękuję za wszystkie nadesłane prace 🙂 Nie przytoczę ich wszystkich, niemniej przed lekturą zwycięskiego tekstu zachęcam do zapoznania się z kilkoma mocnymi pretendentami do zgarnięcia gry „o tym, który z banana zrobił napój”.

[Prace umieszczone są bez mojej ingerencji edytorskiej]
Część uczestników stawiała na prostotę przekazu, szczególnie do serca trafiły mi prace m.in.
Krzysztofa Szabata:
Blender jest potrzebny po to, by uzyskać dźwięk „szooo” podczas wrzucania kostek, oraz charakterystyczne „gunnn unnn unnn unnn” w momencie, gdy sześcianki wpadają do starojapońskiego basenu.

 

Tomasza P.:

Toczenie bitwy jest swego rodzaju dochodzeniem do porozumienia w jakiejś kwestii.
Z książkowego Shoguna zapadła mi w pamięć scena, w której dwóch daimyo przypieczętowało zawarcie porozumienia na szczycie wieży, oddając wspólnie mocz i krzyżując swoje strumienie.
W planszowym Shogunie ma to pewne odzwierciedlenie – każdy wrzuca co ma najlepszego do wieży, ale na czyje wypadnie, do końca nie wiadomo.

 

Marka Majkowskiego:

Przed każdą bitwą wszyscy siepacze idą do „Wieży Prób”, czyli do największej speluny w feudalnym świecie. Tam piją sake, aż padną. Ci którzy mają siłę wstać następnego dnia o brzasku idą się mordować na polu chwały. Ci, którzy zatracili się w alkoholowych rozkoszach nie mają sumienia spojrzeć swojemu dowódcy w oczy, więc pojawią się dopiero na następnej bitwie udowadniając swoje męstwo. Chodzą słuchy, niektórzy spędzają w „Wieży Prób” wiele wschodów, nim zdecydują się bronić swojego honoru z mieczem w ręku.

 

Niektórzy postawili na formę wiersza, jak Marcin:

Błyszczy ostrze w pełnym słońcu, zwinnie śmiga,
Siecze, kroi i wiruje niczym fryga!
Jak cudownie, melodyjnie ta stal dźwięczy!
Jak wciąż walczy i w ogóle się nie męczy!
Nad Szogunem zasłuchani zasiedliśmy.
Czy to echo dawnych bitew z Kraju Wiśni?
Czy samuraj daje głębię miecza tonom?
Lub też daimyo walczy właśnie o swój honor?
Może to pancerny jeździec ku nam bieży,
Kiedy kostki wsypujemy wprost do wieży?
Nie, to blender w mojej kuchni powarkuje
I sałatkę owocową nam szykuje!
Jabłka, gruszki, ananasy siecze, kroi,
Tnie owoce na plasterki, mili moi.
Co ma blender do Szoguna zapytacie?
Pewnie sami już odpowiedź dobrze znacie.
Właśnie w kuchni się dobitnie okazało
Co nam dzisiaj z siogunatu pozostało…

 

Z kolei Ozy przedstawił mini wykład, który przytaczam w całości ze względu na wartości edukacyjne oraz faktycznie wydobywające dramat walki cięcie:

Mógłbym się rozpisać o japońskiej wojskowości i wynikających z niej przesłanek do użycia w Shogunie takiego a nie innego mechanizmu rozstrzygania starć, ale odpowiedź na pytanie wymaga przede wszystkim właściwej formy, gdyż w dzisiejszych czasach panuje koniunktura na „styl ponad treścią”.
Oczywiście właściwą formą literacką do udzielenia odpowiedzi w tym tematycznie japońskim konkursie będzie… haiku, co niestety w znaczący sposób zdeterminuje objętość treści odpowiedzi na zadane pytanie. No ale słowo się rzekło.

Prawidłowe haiku powinno składać się z trzech wierszy – 5, 7 i 5 zgłoskowego. Powinno też posiadać tzw. cięcie, które dzieli jeden z wierszy na dwie części, dodając dramatyzmu. Spróbujmy zatem:

wieża blendera
miażdży kostki, jak ludzi
wojsko Shoguna

Mamy zatem prawidłowa liczbę zgłosek w każdym wierszu oraz wyraźne cięcie, gdyż nasze haiku z papierowej wieży gry planszowej brutalnie przenosi nas na krwawe pole bitwy dawnego Nipponu.

Jednakże nie jest doskonale, gdyż w dobrym haiku powinno być zawarte również odniesienie do pory roku lub pory dnia, co niestety jest tu niezwykle trudne z racji precyzyjnie zadanego pytania konkursowego oraz ograniczonej długości tej formy literackiej.
W związku z tym pojawia się pytanie, czy powinienem zrezygnować ze słowa „blendera”, by przybliżyć się do idei haiku? Wtedy moglibyśmy stworzyć wiersz bliższy wzorcowi. Załóżmy, że gramy rano, bo późno zaczęliśmy i przeciągnęła nam się partia aż do świtu:

o brzasku wieża
miażdży kostki, jak ludzi
wojsko Shoguna

Bitwom zdarzało się zaczynać wcześnie rano, zatem brzask pasuje również do akcji umieszczonej w haiku już po cięciu.

Pan Kot zaskoczył mnie formą umieszczając raczej rys historyczny niż wytłumaczenie post factum, w dodatku w formie komiksowej:
 

 

Przechodząc do bardziej tradycyjnych form największej liczby odwołań doczekała się Sztuka wojenna Mistrza Sun (chociaż on stał po stronie raczej największych wrogów Japończyków), ale historyczne ciekawostki też nie uszły uwadze uczestników. Mat-eyo pisze np. tak:

W tamtych czasach daimyo zaczęli zmieniać skład armii i poza samurajami zaczęli werbować ashigaru, czyli tanią, lekkozbrojną piechotę. Była ona werbowana głównie z biedoty, bezdomnych i rzezimieszków, a dowodzenie nimi przypominało chaos – nigdy nie było wiadomo, czy zamiast do walki nie pójdą np. grabić świątyni lub po prostu nie uciekną. To w Szogunie zobrazowane jest przez losowo wypadające z wieży kostki. Taki efekt mieszania kostek można uzyskać stosując blender, albo pralkę.

Europejczykom Japonia, jak i pozostała część Azji, kojarzy się głównie z wytwarzaniem różnego rodzaju urządzeń. No dobrze, ale dlaczego akurat blender? Szogun to gra o wojnie, walce. Próbowałeś kiedyś uderzyć kogoś pralką? No właśnie… 😉

 

Łukasz Szopka tłumaczy to tak:

„Dobra armia powinna przypominać zwinnego węża, który uderza ogonem, gdy zaatakowano jego głowę, głową gdy zaatakowano ogon, oraz zarówno głową, jak i ogonem gdy uderzono go w środek.” Tak mówił Sun Tzu w „Sztukach wojny”. Ileż to razy zdarzało się, że po wrzuceniu do blendera np. pięciu czerwonych kosteczek wypadało z niego dużo, dużo więcej co pozwało spuścić porządny łomot atakującym jednostkom. Gracz czuł wtedy na własnej skórze jak, wąż którego uderzono w głowę oddawał z ogona. Te mrożące krew w żyłach chwile, są potem jeszcze długo wspominane przy piwku gdy opadnie bitewny kurz. Zamieniają się potem w legendy, które urastają do epickich przygód i są zrozumiałe tylko przez planszówkowych gracz .

Blender to zmyślnie wymyślone urządzenie, które oprócz zadania podniesienia graczom adrenaliny spełnia także bardzo ważną funkcję. Oddaje charakter walk o shogunat, podczas których powstały związki obronne ikki złożone z ji-samurai  (szlachetny rolnik) oraz chłopów. Ikki buntowali się przeciwko podatkom dajmio i wielokrotnie zajmowali miasta np. Kyoto, gdzie wpadali z odwiedzinami co kilka lat przynosząc w podarunku chaos i zniszczenie. Metodą obronną chłopów było również ucieczka i przyłączenie się do jednej z wielu armii innego dajmio. Byli tam nazywani ahigaru (lekkostopi) i byli bardzo cennym, tanim nabytkiem, który idealnie nadawał się na pierwszy front jako „mięso armatnie”. Zachowania te były początkiem zjawiska nazywanego przez Japończyków gekokujo („nikczemni uciskają możnych”), a blender oddaje jego mechanikę, dając możliwość chłopom przyłączenia się do obcych wojsk i odkucia się na panującym dajmio za podatki.

 

Anandrej z kolei prezentuje oświeceniowe podejście do zagadnienia łącząc informacje z wielu źródeł:

Kilkadziesiąt godzin spędzonych przy drugiej części Shogun: Total War nauczyło mnie paru rzeczy i czuję się kompetentny przytaczając kilka własnych spostrzeżeń odnośnie prowadzenia działań wojennych w tym okresie.

Machiny oblężnicze sieją panikę w szeregach wroga, ale tylko do momentu, w którym nie wjedzie w nie kawaleria przeciwnika.

Łucznicy świetnie redukują liczbę adwersarzy, ale tylko do momentu, w którym nie wjedzie w nie kawaleria przeciwnika.

Morale twojej armii spada znacząco, gdy w dowodzącego bitwą generała wjedzie kawaleria przeciwnika.

Każdy przygotowany na atak kawalerii przeciwnika oddział piechoty przestaje być przygotowany, kiedy w plecy wjedzie mu druga formacja kawalerii przeciwnika.

Po wielu potyczkach stoczonych z kawalerią wszystkich znamienitych rodów średniowiecznej Japonii zauważyłem w końcu, że armię całkiem łatwo jest rozbić łamiąc jej morale, ale nie tak łatwo jest ją zniszczyć. Znajdujący się pod kawalerzystą koń w pewnym momencie w końcu się zmęczy i nie będzie chciał już nikogo gonić. Podobnie jak siedzący na koniu kawalerzysta – w końcu po co dodatkowo się męczyć, skoro bitwa i tak już wygrana? A rozbita armia plus odpowiednia ilość czasu to wzór na przegrupowanie i właśnie to przegrupowanie świetnie odzwierciedla ten nieszczęsny blender.

Kostki, które nie wypadają z wieży to armie rozbite, ale nie zniszczone – żołnierze, którzy wycofali się, uciekli albo nawet jeszcze przed bitwą popatrzyli w stronę drugiego końca pola bitwy i nerwowo pobiegli do domu sprawdzić, czy aby przypadkiem nie zostawili na ogniu wody gotującej się na herbatę. Niektóre armie zdezerterują zupełnie (wcisną się gdzieś w róg wieży i nawet Boski Wiatr ich nie ruszy) a niektóre zbiorą się w sobie i wrócą do gry po przemyśleniu swojego postępowania. To najbardziej sensowne wyjaśnienie tego rozwiązania jakie przychodzi mi do głowy.

Ok, wystarczy tych przykładów, pora na jakieś ogłoszenia 🙂 Najbardziej ujęła mnie historyczno-humorystyczna, uwzględniająca kulturowe i popkulturowe nawiązania (nawet naciągane 😉 ) odpowiedź na konkursowe pytanie przesłana przez: 

 
 

 

Annę Patynowską (albo kogoś używającego takiego pseudonimu 😉 )

Gratuluję, za momencik się skontaktuję celem przekazania nagrody 🙂

Praca do wglądu poniżej:

Zastosowanie blendera w grze Szogun uwarunkowane jest kilkoma kwestiami.
Po pierwsze – „W obliczu zagłady twoi żołnierze przetrwają; w obliczu śmiertelnego zagrożenia – przeżyją. Gdy ludzie znajdą się w niebezpieczeństwie, będą w stanie walczyć o zwycięstwo.” – w myśl Sun Tzu, gdyby mała armia wspomagana chłopami nie miała szans na przetrwanie to Sztuka wojny nie byłaby kanonem współczesnej literatury.
Po drugie – patrząc na to, że w myśl Shinto Japończycy to naród politeistyczny, to wysyłając swoich wojów do boju, nigdy nie można było być pewnym czy akurat nie obchodzi on jakiegoś religijnego święta i nie będzie uczestniczył w walce a tym samym zatrzyma się w wieży na chwil parę.
Po trzecie – „Ci, którzy pierwsi staną na polu bitwy i oczekują wroga, są wypoczęci. Ci, którzy przybywają na pole ostatni i od razu przystępują do walki, są wyczerpani. Dlatego mądry wojownik sprawia, by wróg przyszedł do niego, natomiast sam nie udaje się do innych”, stąd mądry dowódca wrzuca do wieży swoich wojów na początku gry i tam sobie czekają na przeciwników.
Po czwarte – Japonia to ninja a ninja to przyczajony tygrys, ukryty smok i to w wieży.
Po piąte – „Zwyciężają ci, którzy wiedzą, kiedy walczyć, a kiedy nie.” – mądre kostki siedzą w wieży i w odpowiednim czasie z niej wyskakują, słabi woje od razu z niej wypadają.
Po szóste – granie z Rain Manem w Szoguna nie byłoby emocjonujące, dzięki wieży „liczniki” nie mają szans.

 

Dziękuję za wszystkie nadesłane prace, uśmiałem się solidnie, a i pożytecznej wiedzy wyniosłem trochę 🙂 Z ukłonami szacunku i do następnego konkursu 🙂 (sami bat na siebie ukręciliście przysyłając fajne prace, następnym razem też oczekuję takiego poziomu 🙂 )