A na podwieczorek mielone żaby z malinami, czyli recenzja No, Thanks! (Prezencik)

Granie w gry ma to do siebie, że bywa czasochłonne. Wielu autorów próbuje z tym walczyć, znane mi są dwie główne drogi. Pierwsza, nazwę ją „błędną”, to robienie tak fatalnych gier, że po 5 minutach ma się dosyć. Druga, dla odmiany semantycznej nazwana „jedyną”, to robienie krótkich gier. Oczywiście można te style połączyć, ale będę się upierał, że pierwszy jest na tyle dominujący, że tak naprawdę dowolne proporcje tych sposobów obecnych w ostatecznym produkcie dają rezultat numer jeden.

Thorsten Gimmler poszedł po rozum do głowy, a po karty do sklepu, po czym stworzył przedstawiciela drugiego gatunku. Gra o płaceniu za bezczynność polega na tym, że nie chcemy zbierać ani kart, ani zapisanych na nich punktów. Ale po kolei.

 

Zobacz jak pięknie

Pudełko gry będącej karcianką wygląda jak pudełko na karciankę. Otrzymujemy w nim 33 karty (o wartościach od 3 do 35) oraz 55 plastikowych żetonów. Karty są czytelne, wytrzymałe, żetony są solidne i chropowate. Instrukcja jest instruująca. Koniec zawartości.

 

 

Zasadniczo należy wygrać

Prostota zasad uderza z gracją programu Samoobrony. Przed grą usuwamy 9 losowych kart. W naszej kolejce możemy albo wziąć odkrytą kartę z leżącymi na niej żetonami, albo możemy dołożyć żeton żeby jej nie brać. Po tym jest kolejka osoby po lewej. Jeżeli wzięliśmy kartę, to następną odsłaniamy też my. Na koniec karty to punkty, żetony to punkty ujemne, wygrywa ten kto ma najmniej punktów. Karty w ciągu co najmniej dwukartowym dają tyle punktów ile wynosi wartość najmniejszej z nich. Gdy stos się kończy – gra się kończy.

 

Praktyczne aspekty samoobrony nastawionej na kontratak

Jak widać autor zdecydowanie poszedł ścieżką numer dwa. Czy jednak uniknął zbaczania w kierunku kuszącej jedyneczki? Spokojnie, zastanówmy się, nie piszmy niczego pochopnie.

Zacznę od skalowalności – gra działa na 3 do 5 osób i faktycznie są to składy, w których gra się dobrze. Starsze edycje miały jakieś wariacje liczbowe, ale że jestem raczej ortodoksem w kwestii przestrzegania instrukcji, to ich nie testowałem. Czas gry w zależności od liczby osób zmienia się bardzo nieznacznie (a jak zmienia się za bardzo to trzeba kogoś upomnieć, żeby wylazł z mułu) – kart używamy tyle samo. Przenośność jest bardzo dobra, tłumaczenie zajmuje 30 sekund.

Nie spotkałem jeszcze osoby, której gra by się nie spodobała. Mnie podoba się również. Odpowiadają za to odpowiednio dobrane proporcje liczenia, strategizowania i polegania na szczęściu. Usunięcie losowych dziewięciu kart na początku sprawia, że tak naprawdę nie wiemy czego się spodziewać. Wzięcie 33 i 35 może nam dać ujemne 68 punktów jeżeli nie będzie 34, ale może nam dać tylko 33 jeżeli ta 34 będzie. Jeżeli mamy już wysoką kartę, to wzięcie sąsiedniej na pewno nam nie zaszkodzi. Ale innym może, dlatego staramy się z nich wycisnąć cenne żetoniki. Trzeba jednak uważać, bo zbyt wiele sprawia, że karta staje się cenna dla innych. Tutaj przydaje się szacowanie ryzyka pojawienia się później też karty przydatnej innemu graczowi, skłonności do ryzyka, czy wreszcie realnego naszego zapotrzebowania na te kilka dodatkowych żetonów.

Najgorsze bowiem co może się stać, to nagły brak żetonów. Nie mamy wtedy możliwości puszczenia karty dalej, więc uniknięcie wzięcia jednej wysokiej karty może się skończyć wzięciem kilku niewiele niższych. Z drugiej strony kto inny może je wówczas zgarniać, więc wcale niekoniecznie tak to się skończy – to zależy od współgraczy.

Doza losowości w postaci usuniętych kart zapewnia regrywalność – gdyby wszystko się dało policzyć gra byłaby absolutnie skopana. Z drugiej strony jest na tyle krótka (5-10 minut, zależy od zamulaczy), że nijak nie idzie się na tę losowość obrazić.

 

Summa summarum summędy?

Świat pełen jest gier, które uzyskują za mały rozgłos w stosunku do tego na jaki zasługują. No Thanks! jest grą świetną. Krótką, ciekawą, angażującą, działającą od 3 do 5 osób. Wersja angielska kosztuje z 50zł, niemiecka ze 30. Niemiecka ma klasyczną wadę, że jest brzydka okropnie, a przynajmniej pudełko. Wiele osób robi samoróbki – na przykład będąc na wycieczce robią zdjęcia znaków z numerami, co wydaje się pomysłem ciekawym i praktycznym.

Obojętne jednak jaką drogą wejdziecie w posiadanie tej gry – moim zdaniem nie będziecie żałować. Świetny chwilerek, przy którym trzeba trochę pomyśleć i policzyć, ale który nie zamęcza. Nie jest to imprezówka w praktycznie żadnym tego słowa znaczeniu, po prostu mała, sprytna i wciągająca gra. Polecam jak rozsądek – moim zdaniem przyda się każdemu.

 

  • Janusz

    Jeśli ktoś ma 6.bierze to może wykorzystać karty z tej gry a żetony np. z Rancha.