Tajemnicze podziemia – czyli Knizia tam, gdzie go widzą klimaciarze

Kolejną grą z serii „Dr Knizia poleca” są „Tajemnicze podziemia”. Jest to gra, w której do podziemi w poszukiwaniu skarbów wchodzą wszyscy gracze, ale wychodzą z nich też wszyscy.

Zwiewający przed kotem wąsaty grubas w zbroi może tak naprawdę również uciekać przed Herr Doktorem znajdującym się w narożniku okładki. Przed czym by jednak nie zwiewał – jakoś tak sympatycznie zachęca do otwarcia pudełka.

Wykonanie

Kupując Tajemnicze podziemia otrzymujemy 100 kafli terenu, które są na cieńszym kartonie niż by się człowiek spodziewał. Grubość jednak okazuje się w zupełności wystarczająca, ponieważ kafle spokojnie leżą na stole lub na stole i na planszetce gracza jednocześnie – nic się więc im nie dzieje. Oprócz tego są wspomniane planszetki graczy, a także zestaw do gry w pchełki dla miłośników koloru czerwonego i żółtego. Na kafelkach są rysunki skarbów oraz potworów. Potwory są bardzo sympatyczne i musiałem długo przekonywać żonę, że to nie je trzeba zbierać.

Jak się bawić

Celem graczy jest ułożenie takiej trasy, żeby napotkać jak najwięcej skarbów, a jak najmniej potworów. Te pierwsze dają nam po 1 punkcie, te drugie zabierają nam po dwa punkty – prosta kalkulacja pokazuje, że pierwsze zdanie tego akapitu nie kłamie. W trakcie partii jedno lub 2-5 osobowej jeden z graczy losuje kafelek. Następnie ewentualni pozostali gracze dobierają taki sam, który następnie układany jest przez każdego na jego indywidualnej planszetce gracza. W wariancie podstawowym w dowolnym miejscu, w wariancie podstawowym B kafelek musi stykać się bokiem z innym, już leżącym w podziemiach. Po ułożeniu 16 z 20 płytekliczymy punkty i wtedy ktoś wygrywa, a reszta przegrywa.

Czy się bawić

Naturalną obawą w przypadku gier, gdzie można poczekać i popatrzeć jak to robią inni jest, że wszyscy będą grali tak samo. Szybko okazuje się to jednak nieprawdą, faktycznie plansze graczy różnią się zdecydowanie. Knizia często w swoich grach zaszywa drugą warstwę – na przykład to, że po dokładnym zapamiętaniu kafelków można toczyć partie bardziej świadomie. Tutaj to nie występuje. Przede wszystkim – przeważnie sensowne połączenie utworzyć się uda. Po drugie – wykorzystujemy 16 z 20 kafelków, więc kombinacji jest sporo. Partie, w ramach takiej samej zabawy, będą się więc różnić.

Jest coś przyjemnego w układaniu korytarzy i zbieraniu skarbów. Oprawa graficzna, zwłaszcza potworki, jest bardzo sympatyczna. Czytelne, wyraźnie wskazujące plusy i minusy podążenia daną ścieżką kafelki pomagają w rozgrywce.

Po raz kolejny – nie mam na podorędziu dzieci. Ale muszę powiedzieć, że sam chętnie zagrałem kilka partii – jest coś przyjemnego w eksplorowaniu lochów. Aż można by pomyśleć „Ależ fajnie byłoby to pograć na telefonie mając 90 sekund w windzie”. I co? I da się – aplikacja nazywa się Labirynth, gdzieś w jej opisie pada też nazwisko Knizii. Można więc sprawdzić jak to będzie wyglądać na planszy.

Wersja planszowa musiała jakoś zostać dopasowana na kilku graczy – linia najmniejszego oporu kazała doktorowi wziąć całą grę w nawias i dopisać na końcu „razy 5”. I tak też się gra – 5 pasjansów obok siebie. To jest dokładnie ten sam mechanizm, który napędza poprawianie czasów okrążenia w grach wyścigowych na komputerze i konsoli. Nie o to chodzi, żeby osiągnąć jakiś konkretny czas – ale żeby był on po prostu lepszy od czasu rywali.

Ile grać

Tajemnicze podziemia pozytywnie mnie zaskoczyły – spodziewałem się raczej nudnego pasjansa, a tymczasem jest coś miłego w układaniu tych kafelków. Żeby nie było niejasności – nie należy tej gry kupować z myślą o grze z dorosłymi (mimo że z żoną i koleżanką zagraliśmy pod 10 partii), nie będzie tu dla nich wyzwania. Absolutnie nie jest to gra w sensie gry dla dorosłych. Całkiem miła układaneczka na 4 partie – już prędzej.

Widzę natomiast jak ta gra może spodobać się dzieciom. Widzę też w jaki sposób licznik czasu spędzonego nad Labirynthem przekroczył u mnie 60 minut. Także – pasjansowa eksploracja podziemi w 10 minut – u mnie na plus.


Za przekazanie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu Trefl.

 

  • Fistan

    jeszcze nie wiem jak na planszy (pudełko leży na stosie do przetestowania) ale wersja komputerowa to taki pasjansik, dobrze wykonany czaso-zapychacz.

  • Sebastian Gruchacz

    Dzieciaki faktycznie bardzo chętnie w nią grają… I nawet nieźle sobie radzą.

  • Jacek Wildbret Tuszyński

    Niby dla dzieci, a wśród moich znajomych zrobiła furorę i została okrzyknięta pełnoprawną imprezówką 🙂