Wgląd+myślenie dywergencyjne=wpis

Tycjan w swoim ostatnim wpisie napisał „nasze wypełnione po brzegi regały z grami, upychanymi czasem pod krytycznym spojrzeniem naszych rodzin.”. Najpierw zacząłem rozmyślać o moich regałach, potem o spojrzeniach, a potem o rozmyślaniu. Niejako kontynuując myśl z mojego wpisu o wybieraniu ulubionych napiszę kilka słów o wglądzie. Czytaj więcej

Jaki krzem dla graczy? Czyli odpowiadam Tycjanowi

Tycjan w swoim wpisie o analogowości graczy napisał: „Nie wątpię, że papierowe gry zostaną z nami jeszcze bardzo długo, ale ja z chęcią oddałbym całą swoją kolekcję za np. specjalny stół (…), w którym miałbym zgromadzone wszystkie swoje tytuły w specjalnych, przystosowanych do niego wersjach.” Dlaczego nie podzielam tej wizji? Czytaj więcej

Nie zmieniaj siebie, zmień znajomych

Praktycznie w każdym hobby występuje w końcu zmęczenie materiału. Kryzys z cyklu „jestem za stary, gry mnie już nie bawią”, albo „znaczki już nie takie powabne jak kiedyś”. Pierwszy taki kryzys przeżyłem grając na konsoli. Swego czasu spędzałem pewnie średnio z 8h dziennie na graniu (ach ta podstawówka i liceum) – pewnego dnia odkryłem, że gry mnie nudzą. Czytaj więcej

Morza szum, ptaków śpiew, rzucaj kijem pośród drzew

Wczoraj w Lublinie było 35 stopni Celsujsza w cieniu. W nocy przyszła solidna burza, dzisiaj wydaje się być chłodniej i nieco bardziej rześko – aż chce się wyjść na dwór i pograć. Gracze konsolowi mają łatwo w erze bezprzewodowych padów – stają za oknem i już grają na dworze. A co ma zrobić gracz planszowy? Teoretycznie może rozłożyć karton na dworze, w praktyce często spędza on długie godziny na rozmyślaniu „jak dbać o gry”. Dlatego mam nieco inną propozycję. Czytaj więcej

Szkoda czasu na partię, albo czy posiadanie zastępuje granie

Refleksja na temat potrzeby grania naszła mnie podczas czterdziestej, czy coś koło tego, partii w Chaos w Starym Świecie. Nie jest to mój egzemplarz tego tytułu, jeden znajomy kupił CwSŚ i od tamtej pory często namawia na partyjkę. Ja swoją kopię posiadam dłużej od niego, ale na niej zagrałem może ze 4 razy. Toretycznie myśl nie powinna być dziwna, ale smakowana miała posmak obcości, mieniła się poświatą logiki zupełnie innej niż charakteryzującej moje podejście do gier planszowych: otóż ludzie kupują gry, żeby w nie grać. „Debil, po prostu debil” – to zdanie prawdopodobnie pojawiło Ci się czytelniku w głowie. Poniekąd rozumiem, ale zostań jeszcze przez chwilę przy moim tekście. Będę się tłumaczył. Czytaj więcej

Zombiak – przyjaciel projektanta

Przy okazji pisania zapowiedzi Dark Darker Darkest naszła mnie myśl o motywach projektantów gier z zombie w roli głównej. Samo DDD traktuje standardowo o grupce szukającej schronienia i broni do zawiązania sojuszu zaczepno-obronnego z hordą zombiaków piętrzącą się za oknami. Zombie oczywiście są motywem popkulturowym popularnym jak doroczna epidemia AH1N1 (i są równie realnym zagrożeniem tak przy okazji). Gracze, widzowie, czytelnicy lubią tego przeciwnika z różnych powodów (niektórzy, jak ja, nawet sięgając pamięcią do tak odległych czasów jak krytyka konsumpcjonizmu poczyniona przez Romero) – bo ciekawe, bo można jakoś przeprowadzić bezpieczny eksperyment myślowy o apokalipsie. Czytaj więcej