Podłe pudła, albo kartonowych grzechów wyliczenie

Geko narzeka na zbyt duże pudełka planszówek, ponarzekam więc i ja. Od razu zaznaczam, że stopień irytacji powodowany poszczególnymi grzechami zależy od indywidualnych zboczeń.

Nieumiarkowanie w tłoczeniu powietrza

Pudełka mamy różne, kwadratowe i podłużne – można by powiedzieć ignorując sprawdzanie geometrycznej poprawności tego stwierdzenia. Ponarzekać można natomiast na każdy jeden rodzaj. Zgadzam się z Geko, że ilość powietrza pozwalająca przeżyć tydzień pod wodą to zdecydowanie zbyt wiele szczęścia, przynajmniej dopóki lodowce się w końcu nie roztopią – a i wtedy raczej tylko kolekcjonujący planszówki mieszkańcy nizin się ucieszą z troski wydawców. W praktycznie każdej innej sytuacji ten ważniejszy dla ustroju niż woda zapas raczej irytuje niż pomaga. Czytaj więcej

Stet pro ratione volunta

Niekiedy bywa tak, że chcemy kupić jakąś grę. No bywa, trzeba to uczciwie przyznać. Nie udało się wyrwać do recenzji, nie udało się zagrać u kolegi, konkursy coś nie idą – zdarza się. Czasami odbywa się to bez bólu, najczęściej napotykamy jednak co najmniej kilka ścian/przeszkód/głodnych członków rodziny. Wszystko to jednak blednie w porównaniu z naszym najgorszym wrogiem – sumieniem. Mając pewne doświadczenie w materii walki z tym rakiem toczącym dobre i zdrowe hobby postaram się Wam pomóc dzieląc się sposobami, które pomogły mi wygrać niektóre z bitew (do końca wojny jeszcze daleko, nie biorę odpowiedzialności za długoterminowe skutki walk). W chwili zwątpienia wystarczy użyć jednej bądź kilku z poniższych fraz. Przynajmniej niektóre z nich są więcej niż jednorazowe. Używać na własną odpowiedzialność. Czytaj więcej

Dla odmiany jakaś gra – Indian Chief

Schizfretka na forum gry-planszowe wspomniał o grze Indian Chief rozgrywanej dwiema klasycznymi taliami. Przeważnie propozycja zagrania zwykłą talią napotyka zdecydowany opór, atrakcyjność takiej rozrywki nie wytrzymuje porównania z oczyszczonym już z resztek kota regałem nęcącym dziesiątkami ozdobionych niemieckobrzmiącymi nazwiskami pudełek.

Sam za często nie grywam klasyczną talią, nie tylko z braku okazji, ale także dlatego, że gry te często faktycznie są na pierwszy rzut oka mniej atrakcyjne – brak oprawy, brak klimatu – czyli tego wszystkiego, czym rozpieszczają nas nowoczesne planszówki. Z drugiej jednak strony w obliczu wysypu tematów „Co zabrać małego na wakacje” teraz jest idealny moment, żeby zainteresować się tymi bardzo kompaktowymi wytworami ludzkiej kreatywności. Czytaj więcej

Wgląd+myślenie dywergencyjne=wpis

Tycjan w swoim ostatnim wpisie napisał „nasze wypełnione po brzegi regały z grami, upychanymi czasem pod krytycznym spojrzeniem naszych rodzin.”. Najpierw zacząłem rozmyślać o moich regałach, potem o spojrzeniach, a potem o rozmyślaniu. Niejako kontynuując myśl z mojego wpisu o wybieraniu ulubionych napiszę kilka słów o wglądzie. Czytaj więcej

Jaki krzem dla graczy? Czyli odpowiadam Tycjanowi

Tycjan w swoim wpisie o analogowości graczy napisał: „Nie wątpię, że papierowe gry zostaną z nami jeszcze bardzo długo, ale ja z chęcią oddałbym całą swoją kolekcję za np. specjalny stół (…), w którym miałbym zgromadzone wszystkie swoje tytuły w specjalnych, przystosowanych do niego wersjach.” Dlaczego nie podzielam tej wizji? Czytaj więcej

Nie zmieniaj siebie, zmień znajomych

Praktycznie w każdym hobby występuje w końcu zmęczenie materiału. Kryzys z cyklu „jestem za stary, gry mnie już nie bawią”, albo „znaczki już nie takie powabne jak kiedyś”. Pierwszy taki kryzys przeżyłem grając na konsoli. Swego czasu spędzałem pewnie średnio z 8h dziennie na graniu (ach ta podstawówka i liceum) – pewnego dnia odkryłem, że gry mnie nudzą. Czytaj więcej

Morza szum, ptaków śpiew, rzucaj kijem pośród drzew

Wczoraj w Lublinie było 35 stopni Celsujsza w cieniu. W nocy przyszła solidna burza, dzisiaj wydaje się być chłodniej i nieco bardziej rześko – aż chce się wyjść na dwór i pograć. Gracze konsolowi mają łatwo w erze bezprzewodowych padów – stają za oknem i już grają na dworze. A co ma zrobić gracz planszowy? Teoretycznie może rozłożyć karton na dworze, w praktyce często spędza on długie godziny na rozmyślaniu „jak dbać o gry”. Dlatego mam nieco inną propozycję. Czytaj więcej

Szkoda czasu na partię, albo czy posiadanie zastępuje granie

Refleksja na temat potrzeby grania naszła mnie podczas czterdziestej, czy coś koło tego, partii w Chaos w Starym Świecie. Nie jest to mój egzemplarz tego tytułu, jeden znajomy kupił CwSŚ i od tamtej pory często namawia na partyjkę. Ja swoją kopię posiadam dłużej od niego, ale na niej zagrałem może ze 4 razy. Toretycznie myśl nie powinna być dziwna, ale smakowana miała posmak obcości, mieniła się poświatą logiki zupełnie innej niż charakteryzującej moje podejście do gier planszowych: otóż ludzie kupują gry, żeby w nie grać. „Debil, po prostu debil” – to zdanie prawdopodobnie pojawiło Ci się czytelniku w głowie. Poniekąd rozumiem, ale zostań jeszcze przez chwilę przy moim tekście. Będę się tłumaczył. Czytaj więcej

Zombiak – przyjaciel projektanta

Przy okazji pisania zapowiedzi Dark Darker Darkest naszła mnie myśl o motywach projektantów gier z zombie w roli głównej. Samo DDD traktuje standardowo o grupce szukającej schronienia i broni do zawiązania sojuszu zaczepno-obronnego z hordą zombiaków piętrzącą się za oknami. Zombie oczywiście są motywem popkulturowym popularnym jak doroczna epidemia AH1N1 (i są równie realnym zagrożeniem tak przy okazji). Gracze, widzowie, czytelnicy lubią tego przeciwnika z różnych powodów (niektórzy, jak ja, nawet sięgając pamięcią do tak odległych czasów jak krytyka konsumpcjonizmu poczyniona przez Romero) – bo ciekawe, bo można jakoś przeprowadzić bezpieczny eksperyment myślowy o apokalipsie. Czytaj więcej

Ulubiona mechanika, ulubiony autor?

Dołączając do kapituły Gry Roku na dzień dobry otrzymałem do wypełnienia kwestionariusz zapytujący między innymi o ulubionego autora i mechanikę. Człowiek zapytany o poglądy w sprawie, nad którą się do tej pory nie zastanawiał, wyciąga wnioski o swoich preferencjach na podstawie swoich zachowań. Nie rejestruję rozgrywek na BGG, nie miałem się więc jak podeprzeć twardymi statystykami – a jak wiadomo sama kolekcja niewiele mówi o preferencjach – zwłaszcza w moim przypadku. Spora jej część bowiem leży zagrana raz, albo nawet wcale, ale po prostu nie lubię się pozbywać gier. Czytaj więcej