Wpisy

Kickstarter to zło, albo czemu wolę gry ze sklepu

Przygotowując się do nagrania Tajnego Odcinka Gradania przejrzałem listę posiadanych gier. Nie ma mnie w pobliżu szafki, nie mam więc jak po prostu na nie spojrzeć – dlatego muszę posiłkować się listą.
Czytaj więcej

Litery? A co to?

Portal na swoim profilu wrzucił ostatnio pytanie „Jakiego recenzenta/serwis cenicie?”. Odpowiedzi zebrało się 120. Pewnie sami to policzą, więc ich nie będę wyręczał, ale jedna tendencja bije w twarz z zacięciem Lennoxa „z Andrzejem nie rozmawiam” Lewisa – królują wideorecenzje. Pojawiły się pojedyncze nazwiska, pojedyncze serwisy ze słowem pisanym. Nazwiska zresztą znane dlatego, że firmują cały blog, a nie piszą recenzje w jakimś serwisie.
Czytaj więcej

Drzewiej-lepiej-szybciej-teraz

W środowisku planszówkowym najpopularniejszym poglądem jest ten, że hobby warte jest szerzenia. Pojawi się więcej wydawców, większa sprzedaż przełoży się na lepsze ceny, bo wyższy nakład = mniejsze koszty wydania. Nowi ludzie zwiększają możliwość umówienia się na partię, pojawia się coraz więcej imprez i coraz szersza jest świadomość, że gry to nie tylko rzut kostką i dołożenie literki. Wszystko idzie ku lepszemu, budujemy nową, wspaniałą przyszłość. Oczywiście to wszystko albo prawda, albo pożądany postulat. Spoglądający na tagi jednak już pewnie wiedzą, że ja tego tak do końca w ten sposób nie widzę. Czytaj więcej

Z nowomowy partyjnej? Z góralszczyzny?

[zaznaczam, że moja wiedza opiera się na tekstach PWN z 2010r., może się coś zmieniło]
Czytam sobie zapowiedzi gier – na Facebooku, na forum g-p, na stronach wydawców. Takie hobby. Wydawcy coraz częściej atakują nas nazwami, które nijak się nie bronią w kontekście reguł języka polskiego – każdy jeden wyraz w tytule kreślą wielką literą. Akurat zwiedzam stronę Galakty, więc trochę przykładów z ich dorobku. Świat bez Końca – kto to był ten Koniec? Powinienem wiedzieć, w końcu sama koncepcja usunięcia go ze świata jest tak doniosła, że aż doczekała się własnej gry. Zaginione Miasta? To już poprawniej byłoby Zaginiona Miasta. Descent: Wędrówki w Mroku – mam kumpla Mroka, nie wiedziałem że zrobili grę o jego kolonoskopii. Kiedyś Galakta wydała Podróż do wnętrza Ziemi, ale to były złote czasy języka polskiego, teraz jest inaczej.

Lacerta wydała swego czasu Wysokie Napięcie. Nawet trudno wymyślić złośliwość, tej trudności nie robi nam już Zostań Menedżerem – wystarczy nawiązać do Blood Bowl: Menedżer Drużyny i już wiemy, że chodzi o pana, który się nazywa Menedżer, a na nazwisko ma Drużyny – czemu akurat gra wydana przez Lacertę daje możliwość wcielenia się w bohatera gry wydanej przez Galaktę? Nie wiem, ale może to zapowiedź jakiegoś porozumienia, czy też fuzji. Dosyć nowym tytułem jest Agricola – Chłopi i ich zwierzyniec – tu niby wygląda to poprawniej, ale Zwierzyniec to takie miasto oraz marka piwa – czyli w praktyce znowu stawanie ością w gardle polszczyzny.

Takich przykładów jest pewnie sporo więcej, ale zasada jest jedna – dzieci planszówkomaniaków z pisownią tytułów będą miały problemy.

Dokształcając się przy okazji tego wpisu dowiedziałem, że taka pisownia jest poprawna dla wydawnictw seryjnych – dlatego nie czepiłem się tytułu Dominion – Rozdarte Królestwo 😉

Powab a ukryta brzydota

Autorzy często próbują nam sprzedać otoczkę położoną na gładko na mechanice. Tak gładko, że przy leciutkim przechyle ześlizguje się odsłaniając jak jest naprawdę. Po jednej/kilku partiach już dobrze widzimy ten brak punktu zaczepienia i zaczynamy dostrzegać w co tak naprawdę gramy. Czytaj więcej

Podłe pudła, albo kartonowych grzechów wyliczenie

Geko narzeka na zbyt duże pudełka planszówek, ponarzekam więc i ja. Od razu zaznaczam, że stopień irytacji powodowany poszczególnymi grzechami zależy od indywidualnych zboczeń.

Nieumiarkowanie w tłoczeniu powietrza

Pudełka mamy różne, kwadratowe i podłużne – można by powiedzieć ignorując sprawdzanie geometrycznej poprawności tego stwierdzenia. Ponarzekać można natomiast na każdy jeden rodzaj. Zgadzam się z Geko, że ilość powietrza pozwalająca przeżyć tydzień pod wodą to zdecydowanie zbyt wiele szczęścia, przynajmniej dopóki lodowce się w końcu nie roztopią – a i wtedy raczej tylko kolekcjonujący planszówki mieszkańcy nizin się ucieszą z troski wydawców. W praktycznie każdej innej sytuacji ten ważniejszy dla ustroju niż woda zapas raczej irytuje niż pomaga. Czytaj więcej