Wroga panda – propaganda

Czasami bywa tak, że człowiek zjadł za dużo, żeby siedzieć nad planszą. Pierwszym podejmowanym krokiem jest, przynajmniej w moim wypadku, opuszczanie nieco blatu i rozgrywka na półleżąco. Czasami to jednak nie pomaga – chociażby dlatego, że uciskane żołądkiem serce nie jest w stanie dopompować więcej niż absolutnie niezbędne minimum krwi do mózgu.

Taka sytuacja kończy się przeważnie włączeniem telewizora. Tak też uczyniłem (niejednokrotnie…) w te święta. I taki spokojnie sobie leżący, niewinny pod względem umysłowym zostałem trafiony wrażą propagandą. Ale po kolei.

Końcówka poprzedniego roku to oczywiście pojawienie się kolejnej generacji konsol. Sony oraz Microsoft doskonale wiedzą, że żeby pojechać trzeba posmarować. Im akurat smaru nie brakuje, zwłaszcza korporacyjnemu potomstwu Billa. Reklamy w tv – oczywiście. Lokowanie produktu (nie moja wina że ktoś po polsku to tak nazwał) – naturalnie. Ale to za mało. Są tacy, co reklamy przewijają, albo kupują filmy w Internecie. Product placement ich do końca nie przekonuje, są to bowiem miłośnicy nieco większego zaangażowania istoty szarej, więc na takie proste rzeczy myślą że się nie dają nabierać.

Tacy ludzie przeważnie mają alternatywne sposoby spędzania czasu niż granie na konsoli – więc reklamy wprost do nich nie trafią.

Filmy obejrzałem (podpadające pod wraże działania) dwa. Pierwszy to The King of Summer – opowiadający historię dwóch (no, trzech) chłopaków, którzy na lato postanawiają przeżyć „męską inicjację” budując domek w lesie i mieszkając w nim w czasie wakacji. Drugim natomiast jest The Way Way Back – historia chłopaka, który razem z matką jedzie do domku letniskowego do obecnego chłopaka matki. Same filmy są jak najbardziej w porządku i warte zobaczenia, ale ja nie o tym.

W obu filmach rodzina w pewnym momencie spotyka się przy grze planszowej. Odpowiednio przy Monopoly i przy Candy Landzie (węże i drabiny). W obu filmach gra staje się wyzwalaczem konfliktu, sromoty i napięcia. W Monopoly jest to związane i z sytuacją dookoła gry i z samą grą, przy Candy Landzie dowiadujemy się o istnieniu reguł oraz o tym, że granie wg reguł to w zasadzie faszyzm.

Przy pierwszym filmie jeszcze tego nie zauważyłem, ale drugi film z ubiegłego roku i analogiczna sytuacja? To właśnie moim zdaniem ujawnia się wraża propaganda – obrzydzanie ludziom zajęcia konkurencyjnego w stosunku do konsoli, kojarzenie partii w napięciem, złą zabawą i generalnie wszystkim tym, co nie łapie się na przeterminowany zarzut „dla dzieci”, ale dalej jest zniechęcające dla dorosłych.

Przypadek? Nie sądzę.