Starociowe wspominki – Fussball Taktik 2006

Czasami bywa tak, że mamy regał z grami. Przed tym regałem potrafi piętrzyć się stosik gier dorównujący wysokości regałem. I czasem taki stosik stanowi, w mniemaniu sierściucha, świetny punkt wypoczynkowo-rekreacyjny. Wskakuje taki kotek na stosik, a tu stosik niezadowolon, ucieka czem prędzej w bok, przód i tył – jednocześnie. Zaalarmowani kartonowymi odgłosami świadczącymi o nieustępliwości prawa przyciągania sprawdzamy czy grom nic się nie stało. Podchodzimy i zastajemy coś w rodzaju amazońskiej świątyni penetrowanej przez archeologa z biczem, tyle że kula jest puchata i najeżona pazurami. Pełni heroicznego poświęcenia kulę podnosimy i ekspediujemy z dala od kartonów, zabieramy się za porządkowanie. A tam – ukryte skarby. Taki np. Fussball Taktik 2006. Z nostalgią otworzyłem pudełko. Atak astmy od kurzu nie trwał długo, pomyślałem więc o partyjce. Komiksowy styl stwierdzenia „Jak pomyśleli tak zrobili” zaskakująco często opisuje prawdziwe wydarzenia, nie inaczej było tym razem. Wróciły wspomnienia szczęśliwych chwil dziecięcych, wróciła też potrzeba podzielenia się informacjami o tej grze. Popełniłem w 2008r. recenzję tego tytułu w serwisie Paradoks, przytaczam ją tutaj w całości, z niewielkimi zmianami stylistycznymi. Warto nadmienić, że ta gra ma szczęście do powrotów z zakurzonego niebytu.

W związku z niedawnym EURO w Austrii i Szwajcarii, musiałem jakoś odtworzyć przebieg meczy, ale z prawidłowym wynikiem. Mój wybór padł na leżące od pewnego czasu zakurzone „Fussball Taktik 2006″. Jak się sprawdziło? Zapraszam do recenzji.

Wygląd
Pierwszym, co nas wita na wierzchu pudełka, jest wielki tytuł gry, niewiele mniejszy jej rysunek oraz zdjęcie dwóch drewnianych piłkarzy z twarzami wyrażającymi zaciętość godną radzieckich zamków błyskawicznych. Po otwarciu naszym oczom ukazuje się plansza, 22 zawodników, 2 kostki, czerwone i żółte kartoniki oraz prawdziwy hit – zegarek elektroniczny (niestety bez kalkulatora). Pierwszym oraz drugim i trzecim wrażeniem przy dłuższym obcowaniu z grą jest to, że 80% pudełka jest zupełnie niezajęte, a jego rozmiar (bardzo niewygodny w transporcie) został zdeterminowany planszą, która składa się tylko na 2 zamiast na 4. Jest to moim zdaniem zabieg wielce irytujący – stosunek rozmiarów pudełka do jego funkcjonalności tylko nieznacznie ustępuje swoją irracjonalnością Pałacowi Ludu zbudowanemu na polecenie Nicolae Ceausescu.

Cieszącą rzeczą są natomiast figurki piłkarzy – napastnicy i pomocnicy mają wygląd bokserów wagi ciężkiej i miny, które już omówiłem. Obrońcy przywodzą na myśl stare, dobre czasy, gdy grało się na joystickach, natomiast bramkarze są jak napastnicy, tylko więksi i bardziej nienawidzący wszystkiego i wszystkich.

Plansza (nie wiem czy wspominałem o jej super-udanym wykonaniu) wygląda tak, jak powinna – jest zielona, ma bramki i linie, a na środku urządzenie, które Jurek Owsiak nazywał chyba kiedyś „kręcioła” – służy ono do zdobywania bramek/irytowania napastników, ale o tym później.

Po początkowo kpiącej reakcji zaczynamy jednak doceniać zegarek (a konkretniej stoper), który został do gry dołączony – nie sposób przegapić jego wycia oznaczającego koniec połowy/dogrywki/meczu.

Zasady
Zasady piłki nożnej są raczej powszechnie znane, przynajmniej ich powierzchowna wersja. W oparciu o taką właśnie znajomość mogę stwierdzić, że w „Fussball Taktik 2006″ zostały one oddane całkiem sensownie – mamy faule, spalone, rzuty rożne, karne, wykopy bramkarza etc., brakuje jedynie rzutów z autu, niemniej odnoszę wrażenie, że raczej by tylko psuły wewnętrzną logikę gry (na planszy, nie w życiu).

Jest to chyba pierwsza gra turowa czasu rzeczywistego, z którą się spotkałem (nie licząc poniekąd szachów z zegarem). Na cały mecz mamy określoną ilość czasu (90 minut sprawdza się bardzo dobrze),  ruchy wykonuje się naprzemiennie bez specjalnego pośpiechu, ponieważ po każdym rzucie kostką mamy 60 sekund na przesunięcie piona/piłki, a już przy odrobinie wprawy wyrabiamy się spokojnie w 1/6 lub 1/7 tego czasu. Limit jest spowodowany koniecznością ukrócenia gry na czas pod koniec meczu (tak, da się bezczelnie grać na czas), w praktyce mamy więc po prostu zwykłe tury.

Kolejka gracza składa się z ruchu zawodnika i jednego bądź dwóch podań, ewentualnie strzału. Wszystko odbywa się za pomocą kości, konkretnie k6. Najpierw jest rzut na ruch zawodnika – musi on przesunąć się dokładnie o tyle pól, ile oczek ujrzał na górnej ściance kostki. Zawodnik może raz zmienić kierunek ruchu na dowolny, przy czym nie może 2 razy przejść przez to samo pole. Taki mechanizm daje całkiem dużą swobodę ruchów i najczęściej uda nam się dojść tam, gdzie sobie zamierzyliśmy. Potem następuje podanie – procedura jest podobna, z tą różnicą, że piłka nie może wrócić do rzędu ani do kolumny, w której już była, co już jest pewnym utrudnieniem. Jeśli wyrzucimy „1″, zamiast podania możemy wykonać drybling i przejść z piłką o 1 pole. Po udanym podaniu mamy następne (tylko jedno, potem jest walka o piłkę), po nieudanym rzucamy na dobiegnięcie do piłki (my i przeciwnik) – walka o piłkę to znowu rzut kostkami. Kto rzuci więcej, ten przejmuje spadkobiercę świńskiego pęcherza, przy nieudanym rzucie jest faul i kartka. Po odbiorze (udanym bądź nie) znowu następuje sekwencja piłkarz-piłka-piłka. Obrońcy mają +1 do walki o piłkę, bramkarz ma +2. Regułę poruszania się narusza jedynie zawodnik pilnujący, by piłka nie zepsuła nam siatki przez gwałtowne w nią uderzenie – zamiast rzucać kostką, możemy poruszyć tego wielkiego i zacnie wściekłego jegomościa o 1 pole w dowolnym kierunku.

Gole można zdobywać na 2 zasadnicze sposoby: strzałem z przedpola, kiedy nasz zawodnik dostanie czyste podanie, bądź standardowym uderzeniem z pola karnego. Symulację walki napastnika z przeciwnościami losu, typu krzywa murawa i pochyłe słupki oddaje wspomniana już „kręcioła” – plastikowa strzałka ze środka boiska, którą rozkręcamy, a jak się zatrzyma, to pokazuje to samo co Maciuś z „Klanu”, czyli co się stało. Na strzelenie gola mamy nieco ponad 50% szansy, na rzut rożny lub popis w stylu Arka „Podam piłkę na trybuny” Bąka odrobinę poniżej 25% na każde.

Rozgrywka
Gra z jednej strony oparta jest bardzo mocno o los, z drugiej jednak nasze decyzje mają prawdziwy wpływ na to, co się na boisku odbywa – dobrze ustawiony zawodnik naprawdę robi różnicę. Oczywiście nie ma co się oszukiwać – jeśli ktoś rzuca same „6″, to nie będziemy w stanie mu zabrać piłki, więc możemy nawet ustawić naszych zawodników w atrakcyjne wizualnie romboidy, a i tak nic to nie zmieni. Niemniej, przez 90 minut czasu dosyć niemożliwym jest to, żeby rzuty kostek się nie zrównoważyły, trzeba po prostu przecierpieć 4 minuty frustracji zanim się los odmieni. Nieco gorszą kwestią jest „kręcioła”. Oddaje to oczywiście emocje towarzyszące strzelaniu bramek (moim zdaniem nawet je przewyższają), ale z drugiej strony bywa tak, że atakujemy przez całą połowę i trafiamy jeden strzał na 5, a przeciwnik z dwóch udanych kontrataków będzie prowadził 2:1.

W grze są mechanizmy blokujące ustawianie szpalerów – w rzędzie nie może być więcej niż 4 zawodników, a w kolumnie nie więcej niż 3 obok siebie – powoduje to, że zawsze jest gdzie tego napastnika wcisnąć: jak nie rajd skrzydłem, to drybling w pole karne, ewentualnie piękne przerzucenie piłki ponad obrońcami na wbiegającego napastnika.

Najwspanialsze w tej grze jest wyobrażanie sobie tych wszystkich akcji – ja akurat w gry się wczuwam, więc dla mnie czystym pięknem jest szeroko rozstawiony napastnik, który otrzymuje podanie na skrzydło, mija obrońcę i robi piękną wrzutkę na głowę napastnika, który udanie wsadza łokieć w żebro obrońcy i oddaje strzał prosto w okienko. Natomiast gracze, którzy postrzegają to jako czysto abstrakcyjną mechanikę, widzą tę grę raczej jako zbiór przypadkowych sytuacji bez zabarwienia emocjonalnego.

Mocno cieszącą kwestią są także drobne radości, jak np. gra na czas przy stanie 2:1 i 4 minutach do końca – my przetrzymujemy piłkę, a potem wywalamy gdzieś w róg boiska, podczas gdy przeciwnik musi się zmieścić z podaniem i podbiegnięciem w nasze pole karne w kilka dosłownie sekund; albo taktyczne rozstawienia zawodników przy rzutach rożnych – po zastanowieniu można je rozegrać na kilka sposobów. Kiepskie wybicie obrońcy, szybka kontra (bramkarze wykopują piłkę z siłą 2k6), przepiękny wolej z dystansu, wyciągnięcie obrońcy w pole i wbiegnięcie przez wyrwę w linii defensywy pomocnikiem ze środka pola – to wszystko sprawia, że mimo momentami bardzo irytującej losowości, do „Fussball Taktik 2006″ chętnie się wraca. Czasami trzeba zrobić nieco dłuższy odpoczynek (u mnie leżała zakurzona na szafie przez ponad pół roku), ale potem znowu można się cieszyć tym tytułem.

Z doświadczeń testowania gry na różnych ludziach widać, że gra w pierwszej rozgrywce podoba się w zasadzie każdemu. 2-3 partie wszyscy grają ze sporą przyjemnością, później następuje zróżnicowanie – jeśli ktoś nie używa wyobraźni, albo niespecjalnie lubi losowość, to już do tej gry zapewne nie siądzie. Natomiast, jeśli to komuś nie przeszkadza, to będzie się tą grą bawił zdecydowanie dłużej. Dlatego przed zakupem polecam zagrać przynajmniej te 2-3 partie, po jednej jest naprawdę ciężko wydać słuszny wyrok.

5 Udostępnień