Posiadam, więc nie mieszczę

Dopadła mnie zaraza zwana przeprowadzką. Przewożenie pudeł odbędzie się wrzesień/październik, niemniej za pakowanie wziąłem się już teraz. Zombiak, żona czyli, zbiera książki, ja natomiast – raczej wiadomo. Kierowany naiwnością nabyłem 17 kartonów do spakowania zbiorów. Po kilku godzinkach jasnym się stało, że to pewnie z 5 razy za mało – kartony zawalają ładny kawałek pokoju, natomiast książki i gry jeszcze nie spakowane zajmują dokładnie tyle samo miejsca ile zajmowały wszystkie razem.

Mieszkam na drugim piętrze. Raz wnosiłem tam pralkę – to doświadczenie nauczyło mnie, że 50 kartonów plus pralka to dokładnie 49 kartonów do zniesienia za dużo. I pralka. Konieczną koniecznością okazało się zredukowanie zapasów. Ja najchętniej pozbyłbym się książek, większość i tak czytam na Kindle’u, żona natomiast chętniej pozbyłaby się planszówek (a po odbyciu tej rozmowy – także męża, po tym jak już zniesie 49 kartonów i pralkę). Doszliśmy do porozumienia okupionego ustępstwami – ja postaram się zredukować miejscożerność gier, ona postara się zastanowić, czy aby na pewno każda książka jest niezbędna.

Takie postawienie sprawy, plus niedawny lekkoatletyczny wyczyn mojego kręgosłupa (rzucił dyskiem) sprawiły, że poważnie podszedłem do zadania. Tutaj dochodzę do sedna problemu – odkryłem z pewnym przerażeniem, że pudełka od dodatków mieszczących się w podstawce stoją puste, jedynie w celach dekoracyjnych, a jako takie są zbędne. Lubię swoją kolekcję. Chwalę się nią, prężnie pierś wypiąłem celem otrzymania srebrnej odznaki zbieracza. Gdy jacyś znajomi przychodzą do nas po raz pierwszy zawsze żona usłyszy kilka ciepłych słów pocieszenia (koleżanki potrafią błyskawicznie przeliczyć gry na pędzle Bdellium Tools, których, jak wiemy, nigdy za dużo).

Teraz mam z tym problem. Praktyczna strona mojej natury kłóci się z naturą kolekcjonera. W nowym miejscu zamieszkania będę miał sporo miejsca na wystawienie tych wszystkich pudełek, z drugiej strony – po cholerę mi one? W ramach tych rozważań pudełko od Rogatego Szczura pozostało na półce, natomiast opakowania od Dixita (samych kart) poleciały do kosza. Z każdym jednak precz pudełkiem wola ma, dotychczas żelazna, rdzewiała coraz bardziej. Bo jakże tak – opuścić pudełko w potrzebie? Wyrzucić pomnik stawiany pieniądzom zatraconym na hobby? Nie można, nie warto, nie trzeba. A trzymać? To nowe się nie zmieszczą, to puste pomniki próżności, to sromota towarzyska.

Siedzę, myślę, ważę argumenty i pudełka i nie wiem. Wyrzucać? Zostawić? Zmielić i wsypać po trochu do każdego pozostawionego pudełka? Od razu mówię, że argument „będą potrzebne przy sprzedaży” raczej się nie sprawdzi – nie lubię się gier pozbywać i trzymam nawet takie Pola naftowe, które okazały się skrajnie niegrywalne po poznaniu prawidłowych zasad. No i kurczę nie wiem, a tu trzeba się dalej pakować…

8 Udostępnień