Stoicym planszówkowy

Ponieważ psychologia wywodzi się z filozofii (kurczę, jak prawie wszystko 😉 ), tym razem zrobimy sobie przerwę od podejrzewania naszych krysztłowo czystych współgraczy o nieuczciwość i zobaczymy co na przestrzeni dziejów zrobili dla naszego hobby stoicy 🙂

Ideą, którą zaczerpnąłem z książki „Stoicyzm uliczny” Marcina Fabjańskiego, jest odnalezienie pewnych sytuacji, w których tracimy spokój ducha. Można go przywrócić stosując kontemplację stoickich sentencji

1. Najbardziej typową sytuacją jest przegrana w zmaganiach nad planszą. Kolejna partia, w której mój plan przegrywa ze zwykłym fartem jakiegoś nooba. Dawno nie wygrałem. Nigdy nie wygrywam, rzucam to hobby w cholerę i zajmę się komentowaniem politycznym, taki nieudaczny jestem.
Marek Aureliusz mówi: Aleksander Macedoński i jego poganiacz mułów po śmierci ten sam los osiągnęli. Co to może dla nas oznaczać? Wygrana wydaje się być wspaniała, widzimy przecież jak puszy się aktualny zwycięzca. Wydaje się, że wygrana czyni szczęśliwszym. Wygrana jednak nie uniezależnia od okoliczności – czyni to spokój ducha wynikający z właściwych sądów. Wygrana, zamiast zapewniać szczęście, często odbiera spokój ducha, konieczny warunek szczęścia. Obecny wygrany musi dbać o swój wizerunek, do kolejnej partii podchodzi z większą presją wygranej. Ego buduje wokół bycia mistrzem wielopiętrowe konstrukcje swojej ważności – a im większe ego tym łatwiej je zranić.
Marek Aureliusz poucza, że ostatecznie każdy człowiek umiera. Po śmierci o mistrzu bardziej się pamięta niż o przegranym – ale co ma z tego mistrz, skoro jest już trupem?

2. Czasami bywa tak, że gramy w domu, z ludźmi, których zaprosiliśmy. Czasami jednak siadamy do partii w klubie, gdzie nie do końca mamy wybór współgraczy. Oraz pozostałych klubowiczów. Siadamy do partii. Jeden puka nerwowo w stół, obok ktoś przyniósł czipsy. Dalej grają w Palce w pralce, a gdzieś obok wybrali akurat King of Tokyo do gry na najbardziej rezonującym stole. A do tego co chwila przychodzi ktoś i dopytuje ciągle o tę samą zasadę w Osadnikach.
Epiktet powiedział: Gdy się wybierasz do łaźni, by się wykąpać, przywiedź sobie na myśl to wszystko, co się tam dzieje w łaźni; że jedni uciekają co siły, a drudzy tłoczą się na potęgę, a inni obluzgują się wyzwiskami, a jeszcze inni – kradną co popadnie. Co dla nas z tego wynika? Oczekiwanie, że inni ludzie będą się zachowywać zgodnie z naszymi oczekiwaniami, jest co najmniej nierealistyczne. Ale jakże typowe dla rodzaju ludzkiego – człowiek bowiem jest istotą społeczną. Z drugiej strony jest istotą intymną. Schopenhauer pisał w tym kontekście o jeżozwierzach, które będąc za blisko – kłują się, ale oddalone marzną. Wobec tego: czy problem jest obiektywny, czy wynika z nierealistycznych oczekiwań co do sytuacji? I od kogo zależą Twoje oczekiwania?

3. Jakże straszną sytuacją jest dowiedzenie się o wyprzedaży oczekiwanego tytułu w momencie, gdy sprzedaje się właśnie ostatnia sztuka. Gdybym odpalił forum 10 wcześniej, gdybym ustawił powiadomienie, gdybym się nie zasępił nad partią Zamków… Epiktet zapewne miał podobne problemy, rzekł bowiem: Pamiętaj, że w życiu winieneś się zachowywać jak na biesiadzie. Postawią przed tobą wokół krążącą misę – wyciągnij rękę i przyzwoicie weź swoją część. Idzie w ruch dalej – nie zatrzymuj! Co to oznacza? Warto skupić się na tym, co staje przed Tobą na bankiecie typu życie – sięgaj po smakołyki z wolny umysłem – nie przywiązuj się do nich. Ani do tych już zjedzonych, ani do tych, z którymi kelner odgalopował w inną część sali. Marek Aureliusz wskazywał na rozpamiętywanie straconych okazji jako tracenie teraźniejszości – czyli jedynej rzeczy, którą tak naprawdę tracimy. Rozpamiętywanie odciąga od chwili obecnej. Przeszłości bowiem nie można stracić – bo już jej nie ma. Oswojenie sytuacji polega na pogodzeniu się z tym, że wszystko wokół musi być w ruchu, i z tym, ze ruch ten rządzi się niezależnymi od nas prawami. Trzeba korzystać z okazji, które akurat ta cyrkulacja nam przynosi, nie tęsknić za tymi, których już nie ma.

4. Czasami jednak bywa tak, że faktycznie trafiamy na dobrą okazję. Ale portfel piszczy z głodu, wklęsły jest i mizerny. A taka dobra gra, polowałem na nią od tygodni. No, może nie od tygodni, ale 5 minut zastanawiania się odpowiednio mocnego to jak miesiące żeglowania o suchym prowiancie z nadzieją zobaczenia nowego lądu, na którym pieką indyki z okazji naszego przybycia. Tę sytuację można rozpatrzeć na 2 sposoby.
a) Epikur rzecze: To, co jest naturalne, jest też łatwe do zdobycia, a to, co urojone, z trudem trzeba zdobywać. Epikurowi chleb i woda wystarczały do szczęścia – gdy je miał szczęście stawało się zależne od niego. Umiarkowanie czyniło go silnym. Przekonywał, że rzeczy naturalne, jak woda czy chleb, są wszędzie. Wszystko inne to ekstrawagancja zamulająca umysł i czyniąca z człowieka niewolnika. Przekonywał, że najlepiej z obfitości dobra korzystają ci, którzy jej najmniej pożądają.
b) W sposobie drugim w sukurs przychodzi nam niezawodny Marek Aureliusz: To, czego pożądanie lub unikanie napawa cię niepokojem, nie idzie ku tobie, ale jakbyś ty szedł ku niemu. A więc sąd twój o nim niech milczy, a i ono pozostanie na swym miejscu w spokoju, a nikt cię nie zobaczy ani w pożądaniu, ani w ucieczce od tego. Jeżeli Twój sąd będzie zależał od Ciebie, a nie od zdarzeń zewnętrznych, nie będzie się dawał podjudzać. Widząc wyprzedaż widzimy tak naprawdę niebezpieczeństwo. Nie trzeba jednak uciekać przed nim fizycznie, wystarczy uciec od myśli „Muszę to mieć.” Wpadnięcie w pułapkę niższej ceny, hype’u środowiskowego, czy też akurat ładnego opakowania objawia się pojawieniem takiego właśnie hasła w głowie. Nie daj się tak upolować – nagrodą jest nie tylko poczucie, że jest się wolnym, ale także grubszy portfel.

Wszystkim zainteresowanym powiększaniem liczby sytuacji, w których udaje się zachować spokój ducha, zdecydowanie polecam ksiażkę „Stoicym uliczny” Marcina Fabjańskiego 🙂

0 Udostępnień