„Robię gry, pozwól ze mną”, czyli porady mistrzów

Po ostatnim wpisie o ciężarowej dyscyplinie olimpijskiej podbijaniu serc komentarz Yosha natchnął mnie do stworzenia wpisu z cyklu: Jak to robią mistrzowie.

Nieco arbitralnie przyjąłem, że projektanci gier osiągnęli poziom mistrza – być może wpływ na to ma poniższa karta pochodząca z gry Fiese Freunde Fette Feten (którą polecam nieodmiennie):

Jak widzimy zostanie projektantem gier ma pewne wymagania, z których trudniejszy do spełnienia jest poziom wiedzy, natomiast korzyści są nie do przecenienia. Jak więc podchodzą do tematu mistrzowie?

Stefan Feld, szerzej znany jako „Ten co świeci światłem odbitym, tam w tłumie.” – pragmatyczny umysł pozwala mu przejść od razu do punktowania: „Bonjouhr, tak się składa, że mam kilka zamków w Buhrgundii, może pojedziesz ze mną je zwiedzać?”. Nie wiedzieć czemu niemiecki akcent we francuskich słowach działa cuda – być może na skutek budzenia pierwotnego lęku.

Volko Ruhnke tak płynnie językiem oprawców nie operuje, ale niezawodnie działa zagajenie: „Hello, I have lots of COIN.”

Polska szkoła designu też ma swoich przedstawicieli. Folko bez fałszywej nieśmiałości atakuje: „Ze mną zobaczysz szczyty.”, ewentualnie stosuje bezpośrednie uderzenie, zwane w kręgach pick-up artists „Folko boks”.

Trzewik z kolei bez owijania w bawełnę mówi: „Nie mamy całego dnia.” – po czym następuje „przygoda”.

Reiner Knizia, obecnie zdetronizowany przez Felda w kategorii „Robię 7 gier każdego dnia. Przed śniadaniem.”, ma w swoim arsenale sporo sztuczek. Od najprostszych „Mam do testów grę o małżeństwie.” do całkiem pomysłowych „A może pościgamy się do sałaty?”. „Będę twoim Tygrysem.” też nie wydaje się zawodzić.

Andreas Seyfarth nie ma opracowanego konkretnego zdania – po prostu oprowadza po swoich plantacjach barwnie opisując walki niewolników. Następnie puszcza Niewolnicę Izaurę i 52 dni później, po seansie, jego urok jest już nieodparty.

Kris Burm stosuje znany i lubiany trick udawania obcokrajowca mającego problemy z twoim ojczystym językiem: „Gipf yourself to me”, „A może Tamsk pójdziemy na kawę?”, czy też po prostu „Yinsh!”.

Klaus-Jurgen Wrede także nie stroni od bezpośredniego podejścia: „Połóż się tu na polu”, albo „Ty stoisz przy drodze, a ja bawię się w klienta.” to najbardziej klasyczne z jego propozycji (swoją drogą podobne odgrywanie proponuje Bruno Cathala, ale z użyciem latarni). Wykorzystuje też głęboko zakorzeniony w świadomości wizerunek fachowca udzielając się przy remontach łazienek młodych rozwódek.

Klaus Teuber, romantyk, będący nieodrodnym synem niemieckiej wizji romansu, stosuje metodę statystyczną po prostu podchodząc do niezliczonej liczby kobiet i pytając „Zasiedlisz ze mną wyspę?”.

Chrstian Petersen, stosując swoje galaktyczne doświadczenia, otwiera rozmowę „Masz może 10 godzinek wolnego?”

Dirk Henn uderza w ton nieprzewidywalności fatum i kruchości ludzkiego losu: „Wskocz ze mną do wieży, zobaczymy co się stanie”. Skądinąd wiadomo, że na taki tekst nawet Feld poleci.

Tradycję niemieckich romantyków kontynuuje Uwe Rosenberg „Chcę powiększać rodzinę, a wiesz że nie mogę tego zrobić jednoosobowo.” To strategia stawiania przed faktem dokonanym, z powodzeniem stosuje ją też Corey Konieczka: „Zobacz, zrobiłem ci tosty – wszyscy wiemy, że jesteś Sympatykiem, postarałem się więc, żeby Wam niczego nie brakowało.”

A co solennie obiecuje Yosh żeby osiągnąć efekt? Tego się niestety nie dowiedziałem…

  • Bo nie grałeś w Magnum Sal 😉 „Daj ać ja wyniosę (tę sól), a ty poczywaj (w tej komnacie, aż dostaniesz wolne)”

    • kwiatosz

      Rozwiązanie godne dżentelmena!

      • NeuroZnadPlanszy

        Marcin mówi: Magnum Sal – i wszystko jasne.

  • Feld zapytałby raczej „Masz ochotę na Bora Bora”?

    • kwiatosz

      Albo w ogóle nie pytał, tylko po fakcie użył „blasku odbitego” do wyczyszczenia pamięci Men in Black style.