Niemiecka szkoła projektowania graficznego, czyli historia planszówkowej brzydoty

Słuchając gradaniowej recenzji Octo Dice (bo teraz to ja głównie słucham…) zauważam, że po raz kolejny pojawiają się narzekania na niemiecki dizajn. Wiele rozmyślałem na ten temat, wręcz przez całe lata. Wydaje mi się, że znalazłem wyjaśnienie takiego stanu rzeczy.

Cały kunszt niemieckiej pomysłowości widać bardzo dobrze na przykładzie bobra Obi. Bóbr mógłby być zwierzęciem sympatycznym, a jednak mimo spodni typu ogrodniczki udaje mu się być  stworzeniem idealnie byle jakim, którego nikt nie lubi. Podobnie jest z misiem Haribo, wyglądającym jak ofiara niedożywienia i promieniowania jonizującego jednocześnie. Przykładów w życiu trójwymiarowym jest pewnie jeszcze sporo, warto jednak spojrzeć na przykłady dwuwymiarowe (albo chociaż bliskie temu), czyli gry planszowe.

[po najechaniu na zdjęcie pojawiają się podpisy]

Jeżeli bierzmy do ręki produkt i praktycznie od razu czujemy się jakbyśmy dostali w mordę, to wiemy od razu – projektant graficzny spędził pierwsze 15 lat życia zajmując się jedynie utwardzaniem wymowy. Za twardością wymowy idą twarde realia życia. Elementom gry (kartom, planszy) przeważnie nie można odmówić im czytelności, ale im dalej od tematyki rolno-zamkowej, tym oprawa gorsza. Funkcjonalna, ale z polotem żelbetowego kloca. Fliegen klatschen, Auf Teufel komm raus – takich przykładów nie da się wyrzucić z głowy. Jest jeden Michael Menzel, ale jego ładne (nawet kosztem nieczytelności) plansze tylko pokazują jak bardzo jest to inne od całej reszty, pokazują że jest to wyjątek.

Rozmyślałem na ten temat i wydaje mi się, że chyba znalazłem rozwiązanie zagadki niemieckiego projektowania graficznego. Wszystko zaczęło się po wojnie. Rzesza, jako strona przegrana, cierpiała na duży chaos organizacyjny. Po wojnie ludzie przystosowywali się w różnym tempie do zachodzących zmian, bardziej konserwatywni wolniej, bardziej akceptujący wszelakie nowinki obyczajowe szybciej.

Artyści przeważnie należą do tego drugiego nurtu. Zmiana przyzwyczajenia po wojnie zakładała przerzucenie się z heilowania z powrotem na podawanie ręki. I tak środowiska artystyczne przystosowywały się szybciej do tej zmiany, natomiast reszta – nieco wolniej. Stało się tak, że zbliżając się z wyciągniętą do uścisku dłonią artyści zaczęli nadziewać się na dłonie wyciągnięte w pozdrowieniu będącym już nieco passe. Raz, drugi, trzeci – nic się nie działo, jednak za którymś razem, przy różnicy wzrostów, nadziewali się oczami. I tak zaczynały się ich kłopoty ze wzrokiem, czasami oczy wręcz ulegały wyłupieniu.

Niewyrobiony planszówkowicz mógłby wziąć poniższą okładkę za wytwór niemieckiego dizajnu. Tutaj wyraźnie widać jednak nie tylko brzydotę, ale także brak użyteczności. Tymczasem styl niemiecki z tym drugim elementem nie ma kłopotów.

Mijały lata, zasłużeni artyści bez oczu zostali wykładowcami na akademiach plastycznych. Niemieckie umiłowanie porządku nakazywało w dalszym ciągu szanowanie pracy starszych mistrzów – kiedy więc sami tworzyli nikt im tak naprawdę nie mówił, jak to wygląda. Zresztą to ich opinia kształtowała poczucie estetyki narodu. I takiego też pojmowania estetyki uczyli się młodzi ludzie.

Później ci młodzi ludzie wyszli z akademii, zaczęli projektować gry planszowe, które mechanicznie okazały się świeże i pożądane na rynkach – ich popularność więc rosła. Powiew niemieckiej świeżości mechanicznej był tak pożądany, że nikt nie zwracał uwagi na antyoprawę graficzną. Stan wyjściowy został zaakceptowany jako obowiązujący standard. I tak to się właśnie stało, że cieszymy oczy wytworami niemieckiego dizajnu w takiej formie. Tutaj też upatruję źródeł popularności pustych jak pisanki, ale podobnie jak one pięknych gier wydawanych na Kickstarterze. Mający dość brzydoty rekompensując wieloletnie cierpienia oczu z nawiązką zawstydzającą polską praktykę orzecznictwa wydając miliony dolarów na figurki i ilustracje, a mając w poważaniu mechanikę lub chociażby szczątkowe zarysy przebiegu rozgrywki.

 

[Tak, wiem że autor okładki otwierającej tekst jest Holendrem. Ale niemiecki styl uchwycił idealnie.]