Wgląd+myślenie dywergencyjne=wpis

Tycjan w swoim ostatnim wpisie napisał „nasze wypełnione po brzegi regały z grami, upychanymi czasem pod krytycznym spojrzeniem naszych rodzin.”. Najpierw zacząłem rozmyślać o moich regałach, potem o spojrzeniach, a potem o rozmyślaniu. Niejako kontynuując myśl z mojego wpisu o wybieraniu ulubionych napiszę kilka słów o wglądzie.

Wgląd w prostych słowach polega na uzyskaniu głębszego rozumienia problemu, np dzięki introspekcji, czyli skierowaniu uwagi „do wewnątrz” – na analizę swoich emocji, poglądów. Tak jak podczas wypełniania kwestionariusza do Gry Roku pytanie o ulubionego autora wyzwoliło przemyślenia na temat procesu „ulubiania”, tak słowa Tycjana o pełnych regałach ostatecznie zaowocowały powstaniem tego wpisu.

Wizją ZnadPlanszy jest dzielenie się emocjami, przemyśleniami – wcześniej nie pisałem żadnego bloga, nie widziałem oczywistych plusów takiego rozwiązania – a te są takie, że każdy taki wpis może stać się przyczynkiem do 5 kolejnych – bo przeczyta go kilka osób, które zaczną rozmyślać o swoim podejściu co wywoła wewnętrzny przymus przelania tego na ekran.

Sam regał to nieszczególny temat – tak jak Mariusz Mix-Kolanko mówi jak jest, tak ja patrząc na mebel widzę jak jest. Gry się na nim nie mieszczą, obok stoi stosik, część leży w kartonach spakowana, czekając na nieodległą przeprowadzkę. Nieco więcej można powiedzieć o spojrzeniach. Tutaj osiągnąłem z żoną pewien kompromis – ja się jej nie wtrącam do zbierania zastraszających ilości książek, ona nie łypie przesadnie na rosnącą kolekcję kartonów zawierających karton z nadrukami. Ciekawe natomiast jest skąd się owo złe oko skierowane na planszówki bierze.

Czasami pojawia się argument „To dziecko powinno mieć własny pokój, a nie planszówki.”. Ten argument nie wydaje mi się jednak racjonalny, pamiętajmy, że dziecko w końcu „opuści ojca swego i matkę swoją”, a gry zostaną tak długo, jak będziemy tego chcieli. Bywają też wyrzuty „Grałeś w te głupie gry, a po mamusię na lotnisko nie miałeś czasu pojechać.”. Naturalnym błędem takiego rozumowania jest założenie, że w żywotnym interesie zięcia jest zmniejszanie odległości (liczonej w kilometrach) między sobą a teściową – natomiast nie słyszałem, żeby zięć miał kiedykolwiek opór przed odwiezieniem teściowej NA lotnisko – zwłaszcza gdy ma lecieć ukraińskimi liniami do kraju ogarniętego wojną i zarazą.

Klasyka niskich piłek to „nie mam co na siebie włożyć, a ty na głupie gry wydajesz”. Rozwiązanie jest proste – bierzemy metrówkę, porównujemy wielkość szafy z ubraniami i z planszówkami, dzięki czemu mamy 3-4 dni grania w ciszy i spokoju (wciąż jednak z rzucaniem spojrzeń). Dalszy ciąg argumentów transportowych to „nie odebrałeś dziecka ze szkoły”. Całe życie mi powtarzano, że nauka to potęgi klucz, a gdzie młody ma się kształcić jeśli nie w szkole? Własna matka, a chce dziecko na głupiego wychować (użycie tego argumentu po raz kolejny daje kilka dni na skupienie się na kampanii np. w Silent War).

Czasami trzeba jednak uznać rację niechętnej rodziny. Z argumentem „Regał się przewrócił i zmiażdżył Mruczka.” można zrobić tyle, że obrócić go w „Dobrze że nie Mroczka, albo obu”. Praktyka pokazuje jednak, że poczucie humoru żony maleje wprost proporcjonalnie do jej odległości od nagle niskiego, acz rozległego kota. Oczywiście umysł wytrenowany latami wymieniania 1 drewna na 2 kamienie i zboże natychmiast znajdzie pozytyw: „Mówiłem że potrzebuję oddzielnego pokoju na gry – teraz sama widzisz do czego doprowadził twój upór.” Uchylamy się przed lecącą patelnią i drobnymi kroczkami docieramy do posiadania pokoju gier.

Po tych kilku przykładach pojawia się wgląd: najpierw trzeba z koleżanką grać w planszówki, a dopiero później się z nią żenić.

[Ważna uwaga – wpis powstał na podstawie raczej generycznych doświadczeń rodzaju męskiego. Żona moja, Zombiak czyli, jest planszówkowa i wyrozumiała dla tego hobby – ale nie w stosunku do kłamliwie oczerniających ją postów. Powyższe doświadczenia związkowe nie są moje. Nic to, kończę i lecę do jubilera, tak na wszelki wypadek.]

  • Agnieszka Krupińska

    Najlepiej osobny pokój i to dość duży żeby zmieścił jeszcze stół na 6 osób 😉
    Świetny wpis!! 🙂

  • Note to self: nie czytać wpisów Kwiatosza w pracy, bo wtedy szef widzi że nie pracuję… bo jak mogę pracować jak nie przestaję się śmiać do monitora bo na pewno nie śmieję się do kodu w c#

  • Moni Q.

    Ostatnie zdanie i tak mówi wszystko 😀 Podobnie jak Yosz, rechotałam się (do tabelki w excelu oczywiście), dzięki 🙂

  • Trafnie tyle, że jestem kiepski w licytacjach i zawsze wymieniam na swą niekorzyść…. ech.

  • Kamil „MacKill” Majkowski

    Bardzo udany i trafny wpis. Ja nie posiadam dużej ilości gier więc na razie mam spokój. Na razie.

  • Stanisław Juźwicki

    „Nagle płaski, acz rozległy, kot” rozłożył mnie na łopatki 🙂