Lubię wiosnę, także na forum

Zostało mi niedawno zarzucone, że nie zajmuję się bieżącymi tematami z forum – zwłaszcza gdy tematy są dwa i miło dla oka wyoblają bluzkę. Czym prędzej więc błąd naprawiam – tyle że tamten temat bliźniaczego wybrzuszenia jaźni forumowej nie spowodował, więc musi być nieco bardziej prozaicznie.


Użytkownik sqb1978 na forum zasugerował, że warto by było czasami powstrzymać się od zjechania gry znajdując jednak jakieś jej plusy. Ponieważ chwilowe uwiosennienie aury zdecydowanie pozytywnie wpływa na moje poszukiwanie pozytywów w życiu postanowiłem się do tej prośby przychylić. Ponieważ jednak programowo recenzuję pisemnie gry głównie w Świecie Gier Planszowych temat muszę potraktować nieco naokoło. No więc od słów do rękoczynów.

Ostatnio w Gradaniu zjechaliśmy Velociraptor! Cannibalism! – gra generalnie jest o bieganiu dinozaurem i wygrywaniu gry w trzeciej rundzie przy poziomie losowości zawstydzającym funkcję LOS z Excela. A gdyby spojrzeć na to z perspektywy szukania plusów? Zobaczmy.
-gra jest krótka, więc idealnie sprawdza się przy oczekiwaniu na innego gracza. A jeżeli przyjdzie on w trakcie partii to nikomu nie będzie żal przerwać gry i złożyć jej do pudełka.
-losowość jest skrajnie niesprawiedliwa, wygrywa ten, kto pierwszy trafi dobre ulepszenie swojego Velcia. Pozytyw? Oczywiście, czasami trzeba przeprowadzić uczciwe losowanie zwycięzcy. Sierotka może być przekupiona, ktoś może wrzucić kilka kopii losu, niektóre kulki w Lotto są z ołowiu. Zamiast podejrzanego moralnie losowania rozkładamy V!C! i już po 11 minutach możemy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku przekazać 11 mln zł.

Inny przykład może, bo wiadomo że z dinozaurów da się dużo dobrego wycisnąć. Serpent Stones. Gra o tym, że robimy serpentyny z wojowników, a ktoś dostaje lepsze karty i zabiera przeciwnikowi kamień. Złe w tej grze jest wszystko oprócz wykonania – plansza jest bowiem materiałowa i można ją użyć jako bieda-obrusu (hej, szukanie pozytywów naprawdę wchodzi w krew!).
-bywają gry historyczne tak ciekawie zrobione, że każdy kto w nie zagra ma pociąg do zdobycia większej ilości informacji o danym okresie. Tutaj może została zastosowana odwrotna psychologia? Jeżeli tak fatalnie oddano wszystko, co tylko próbowano oddać (w zasadzie nie wiadomo co usiłowali oddać autorzy oprócz poczucia beznadziei w azteckim otoczeniu), to może warto samemu poszukać jakichś informacji o tych realiach? No i mamy plus – gra zachęca do rozłożenia na naszym nowym bieda-obrusie książki i dokształcenia się. Nawet jeżeli akurat gra obrzydziła nam temat, to jesteśmy gotowi czytać książkę telefoniczną, byle nie musieć w to grać. A to zawsze szansa na odnalezienia dawno zapomnianego znajomego, można zadzwonić, powspominać podstawówkę, umówić się na spotkanie w barze, po którym trafimy do aresztu za zdemolowanie lokalu. I dalej będzie to lepsze od grania w Serpent Stones – a gra zachęcająca do odnawiania przyjaźni i wychodzenia do ludzi zdecydowanie zasługuje na dostrzeżenie
jej potencjału.

Dobra, to wszystko było łatwe. To coś jadącego po bandzie, coś, co niszczy potencjał intelektualny nawet osób, które nie musiały w to grać. S-Evolution. To S podejrzewam jest przebiciem się podświadomości autora. Ma on na sumieniu każdą jedną osobę/rodzinę, której sprzedał tę łże-grę podczas targów Spiel. Otóż to S to skrót od słowa oznaczającego, że warto oddalić się w losowym kierunku nie ociągając się – kiedy tylko ktoś nam zaproponuje partyjkę. Gra teoretycznie jest trick taking – jedyny trick jaki tu zobaczyłem to taki, że komuś udało nam się tę grę sprzedać. I to za pieniądze! Jak człowiek jest okradziony to przynajmniej nie ma wrażenia, że ktoś mu wbił nóż z uśmiechem prosto w oko.

Ok, już mniej-więcej wiecie jak dobra jest ta gra. To poszukajmy plusów. Hmm… Kurczę, elementów mało, więc nie da się użyć do prototypu. Zachęca do przeżycia swojego życia na nowo, w lepszy sposób? Nie, to Serpent Stones, tutaj poczucie beznadziei aż obezwładnia, wysysa mózg razem z formaliną i słoikiem, w które byłby on zapakowany dopiero za 50 lat. Zagina czasoprzestrzeń, ponieważ liniowa jednostka czasu nie jest w stanie pomieścić ogromu rozpaczy ogarniającej każdego, kto próbuje w to grać, a autor mu za to nie płaci. Kurczę, coś nie idzie… O, mam! Dobre w tej grze jest to, że nie musimy w nią grać. Tyle. Naprawdę się starałem, ale czasami nawet wiosny i yerba mate nie wystarcza do wyprodukowania pozytywów. Idea szlachetna, ale recenzent zaszlachtowany. Teraz można posłuchać:

)

W kontekście tego wpisu podoba mi się zwłaszcza fragment „a po co, a po co tak dłubie i dłubie/a za co, a za co tak myśli i skubie”.

 

  • Bartek Sqb

    Niechcący wywołałem dość zażartą dyskusję. Żeby nie być gołosłownym to pomogę przy szukaniu plusów 😉
    1. Kiepską grę zawsze można polecić nielubianej teściowej lub wręcz wrogowi,
    2. można próbować się dogadać z autorem, aby płacił za granie,
    3. czy wreszcie można pudełko włożyć pod monitor zamiast encyklopedii do której czasem by się chciało zaglądnąć ale leży pod monitorem.
    Ale najważniejszy plus kiepskiej gry jest taki, że to nauka dla wydawnictwa i autora na przyszłość – że już tego błędu nie powtórzą.

    • kwiatosz

      Zapewne to widać w tekście, ale na wszelki wypadek dopowiem, że ten tekst w żadnym momencie nie miał być złośliwością w Twoją stronę. Ponieważ jednak to Twoje posty mnie natchnęły, to nieuczciwym by było niewspomnienie o Tobie we wstępie 🙂

      • Bartek Sqb

        spoko, nie musiałeś dopowiadać hehe 😉 ale za to ja mam wrażenie, że na forum wdepnąłem w gniazdo os. Będę ostrożniejszy 😛

  • Crinos PL

    Temat przewodni o dinozaurach to wręcz idealny pretekst do wrzucenia kilku pochlebnych słów o Firefly. Dinozaur w kosmosie, kto się oprze!? 🙂

    • kwiatosz

      Widzę że Firefly jak dinozaur – jak złapie, to już nie puści 😉

  • Pingback: Info | Tydzień ZnadPlanszy #02 ZnadPlanszy.pl()