Wypatrzona przegrana

Czasami bywa tak, że człowiek ma ochotę wziąć udział w turnieju. Motywacja może być taka, że dają za to nagrody (najczęstsza motywacja w realu), akurat ładna pani dziennikarka fotografująca imprezę pyta czy my też będziemy brać udział (to ze słyszenia, ja nigdy, absolutnie nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją – mówię szczerze). Sporadycznie bywa tak, że bierzemy udział żeby podpatrzeć mistrzów – odniosłem wrażenie, że ta motywacja jest zdecydowanie częstsza w Internecie.

Gram kolejny sezon Zamków Burgundii i kolejny przegrywam ze sromotą klasy „Tatarzy pod Hodowem”. Czasami przez idiotyczne błędy, w rodzaju „na tej planszy potrzebuję 8 rodzajów budynków, jeszcze zdążę”, czasami po prostu tocząc powoli swój kamień w dół. Poza ligą jakoś tam mi idzie. Oczywiście zupełnie prawdopodobnym powodem takiego stanu rzeczy jest to, że poziom ligi jest wyższy od poziomu graczy, z którymi gram zwykle – bo w zwykłym doborze istnieją chociażby ograniczenia ELO dla dołączających do partii. Ale, jak mawia Zombiak, czyli moja żona, jeszcze się nie zdarzyło, żeby fakty przeszkodziły mi w snuciu teorii 😉 Dlatego pozwolę sobie podpiąć doświadczenie ligowe pod „psychoedukację z kwiatoszem” w ramach ciekawostki 🙂

Psychologia społeczna, oprócz bycia kojarzoną głównie z zarabianiem na książkach i szkoleniach z manipulacji, dała też światu całkiem sporo pożytecznej wiedzy*. Jednym ze zbadanych zjawisk jest zjawisko facylitacji społecznej. W prostych słowach chodzi o to, że gdy naszym działaniom przyglądają się inni ludzie, to wywołuje to napięcie wpływające na nasze wyniki. Jeżeli działanie jest proste, albo bardzo solidnie wyuczone, to facylitacja skutkuje podwyższeniem jakości wykonywania tego zadania. Czyli jeśli jesteśmy Robertem Burneiką, to więcej dźwigniemy na ławeczce na siłowni niż w domu, a jeśli jesteśmy doświadczonym życiem szczurem, to w obecności innych szczurów szybciej śmigniemy labirynt. Z kolei działania złożone, trudne, albo takie, których dopiero się uczymy będą w sytuacji bycia obserwowanym wykonywane gorzej. Przy amatorskiej operacji na otwartym sercu lepiej nie zapraszać widzów.

Ludzi biorących udział w lidze najprościej podzielić na tych, którym idzie dobrze oraz resztę. Ci, którym idzie dobrze, zapewne mają tę grę opanowaną lepiej od tych, którym idzie słabiej – to oczywiste. Ale jeżeli potraktować turniej jako sytuację ekspozycji społecznej (a moim zdaniem można tak zrobić, bo to są ludzie, których znamy z forum/reala, a nie jakieś anony, których nigdy nie spotkamy), to jak najbardziej można przyłożyć tutaj zjawisko facylitacji społecznej. Jeżeli ktoś ma grę naprawdę dobrze ograną, to sam fakt udziału w turnieju może mu sprzyjać, natomiast ci, którzy dopiero się uczą, mogą mieć jeszcze bardziej pod górkę. Ktoś złośliwy mógłby tutaj przytoczyć powiedzenie o baltnicy – ale wypada tak jeszcze dokopywać przegrywającemu z kretesem? 😉

*W tym miejscu chciałbym pozdrowić KubęP 😉