Starociowe wspominki – Fussball Taktik 2006

Czasami bywa tak, że mamy regał z grami. Przed tym regałem potrafi piętrzyć się stosik gier dorównujący wysokości regałem. I czasem taki stosik stanowi, w mniemaniu sierściucha, świetny punkt wypoczynkowo-rekreacyjny. Wskakuje taki kotek na stosik, a tu stosik niezadowolon, ucieka czem prędzej w bok, przód i tył – jednocześnie. Zaalarmowani kartonowymi odgłosami świadczącymi o nieustępliwości prawa przyciągania sprawdzamy czy grom nic się nie stało. Podchodzimy i zastajemy coś w rodzaju amazońskiej świątyni penetrowanej przez archeologa z biczem, tyle że kula jest puchata i najeżona pazurami. Pełni heroicznego poświęcenia kulę podnosimy i ekspediujemy z dala od kartonów, zabieramy się za porządkowanie. A tam – ukryte skarby. Taki np. Fussball Taktik 2006. Z nostalgią otworzyłem pudełko. Atak astmy od kurzu nie trwał długo, pomyślałem więc o partyjce. Komiksowy styl stwierdzenia „Jak pomyśleli tak zrobili” zaskakująco często opisuje prawdziwe wydarzenia, nie inaczej było tym razem. Wróciły wspomnienia szczęśliwych chwil dziecięcych, wróciła też potrzeba podzielenia się informacjami o tej grze. Popełniłem w 2008r. recenzję tego tytułu w serwisie Paradoks, przytaczam ją tutaj w całości, z niewielkimi zmianami stylistycznymi. Warto nadmienić, że ta gra ma szczęście do powrotów z zakurzonego niebytu. Czytaj dalej

16 godzin z życia obsługanta

Niedawno Cytadela Syriusza współorganizowała mangowy konwent Nejiro. Konwent jak konwent, games room być musi. Jako szefujący sekcji planszowej ja miałem znaleźć ludzi do obsługi, ale że na mangę niewielu chętnych, bo i turniejów poważnych nie ma, to ostatecznie sam część dyżuru robiłem. [Na zdjęciu próbuję wytłumaczyć zawiłości powiązań między znakami w Dobble. Ci mangowcy…] Czytaj dalej

Powab a ukryta brzydota

Autorzy często próbują nam sprzedać otoczkę położoną na gładko na mechanice. Tak gładko, że przy leciutkim przechyle ześlizguje się odsłaniając jak jest naprawdę. Po jednej/kilku partiach już dobrze widzimy ten brak punktu zaczepienia i zaczynamy dostrzegać w co tak naprawdę gramy. Czytaj dalej

Okresowa klimatyczność

Dopiero kilka lat temu nadrobiłem „Łowcę jeleni”[uwaga, mogą być mini spoilery]. Trudne to wyznanie, niemniej musiało w końcu paść. Cały film jest oczywiście bardzo warty zobaczenia, mi natomiast najbardziej utkwiła w pamięci scena z rosyjską ruletką – chyba pierwsza, a w każdym razie ta, gdy spoceni, złachani bohaterowie siedzą w jakiejś chacie Wietkongu i grają. Podczas oglądania tej sceny osiągam głębiny immersji rzadko występujące nawet w przypadku grania w erpegi. Czuję lepkość powietrza, ogromną, duszącą wilgotność. Do tego nędzna chacina, pot leje się z graczy, a życie zależy od przypadku, szczęśliwego trafu. Najlepszym wyjściem mogłaby być propozycja Joshuy, ale tu bohaterowie tej opcji nie mają. Czytaj dalej

Myśl. Nie graj.

ZnadPlanszy powiększyło się o 3 blogi. Szybkie uderzenie tekstami i już wiemy, że mamy do czynienia z klimaciarzami – widać to tak we wpisach, jak i w notach autorskich. Ponieważ także zaliczam siebie do graczy klimatolubnych (doświadczenie/bagaż erpegowy nie daje się łatwo porzucić), ale Horror w Arkham mnie mierzi, dysonans zmusił mnie do kopania w duszy głąb. Czytaj dalej

Podłe pudła, albo kartonowych grzechów wyliczenie

Geko narzeka na zbyt duże pudełka planszówek, ponarzekam więc i ja. Od razu zaznaczam, że stopień irytacji powodowany poszczególnymi grzechami zależy od indywidualnych zboczeń.

Nieumiarkowanie w tłoczeniu powietrza

Pudełka mamy różne, kwadratowe i podłużne – można by powiedzieć ignorując sprawdzanie geometrycznej poprawności tego stwierdzenia. Ponarzekać można natomiast na każdy jeden rodzaj. Zgadzam się z Geko, że ilość powietrza pozwalająca przeżyć tydzień pod wodą to zdecydowanie zbyt wiele szczęścia, przynajmniej dopóki lodowce się w końcu nie roztopią – a i wtedy raczej tylko kolekcjonujący planszówki mieszkańcy nizin się ucieszą z troski wydawców. W praktycznie każdej innej sytuacji ten ważniejszy dla ustroju niż woda zapas raczej irytuje niż pomaga. Czytaj dalej

Stet pro ratione volunta

Niekiedy bywa tak, że chcemy kupić jakąś grę. No bywa, trzeba to uczciwie przyznać. Nie udało się wyrwać do recenzji, nie udało się zagrać u kolegi, konkursy coś nie idą – zdarza się. Czasami odbywa się to bez bólu, najczęściej napotykamy jednak co najmniej kilka ścian/przeszkód/głodnych członków rodziny. Wszystko to jednak blednie w porównaniu z naszym najgorszym wrogiem – sumieniem. Mając pewne doświadczenie w materii walki z tym rakiem toczącym dobre i zdrowe hobby postaram się Wam pomóc dzieląc się sposobami, które pomogły mi wygrać niektóre z bitew (do końca wojny jeszcze daleko, nie biorę odpowiedzialności za długoterminowe skutki walk). W chwili zwątpienia wystarczy użyć jednej bądź kilku z poniższych fraz. Przynajmniej niektóre z nich są więcej niż jednorazowe. Używać na własną odpowiedzialność. Czytaj dalej

Dla odmiany jakaś gra – Indian Chief

Schizfretka na forum gry-planszowe wspomniał o grze Indian Chief rozgrywanej dwiema klasycznymi taliami. Przeważnie propozycja zagrania zwykłą talią napotyka zdecydowany opór, atrakcyjność takiej rozrywki nie wytrzymuje porównania z oczyszczonym już z resztek kota regałem nęcącym dziesiątkami ozdobionych niemieckobrzmiącymi nazwiskami pudełek.

Sam za często nie grywam klasyczną talią, nie tylko z braku okazji, ale także dlatego, że gry te często faktycznie są na pierwszy rzut oka mniej atrakcyjne – brak oprawy, brak klimatu – czyli tego wszystkiego, czym rozpieszczają nas nowoczesne planszówki. Z drugiej jednak strony w obliczu wysypu tematów „Co zabrać małego na wakacje” teraz jest idealny moment, żeby zainteresować się tymi bardzo kompaktowymi wytworami ludzkiej kreatywności. Czytaj dalej

Wgląd+myślenie dywergencyjne=wpis

Tycjan w swoim ostatnim wpisie napisał „nasze wypełnione po brzegi regały z grami, upychanymi czasem pod krytycznym spojrzeniem naszych rodzin.”. Najpierw zacząłem rozmyślać o moich regałach, potem o spojrzeniach, a potem o rozmyślaniu. Niejako kontynuując myśl z mojego wpisu o wybieraniu ulubionych napiszę kilka słów o wglądzie. Czytaj dalej

Jaki krzem dla graczy? Czyli odpowiadam Tycjanowi

Tycjan w swoim wpisie o analogowości graczy napisał: „Nie wątpię, że papierowe gry zostaną z nami jeszcze bardzo długo, ale ja z chęcią oddałbym całą swoją kolekcję za np. specjalny stół (…), w którym miałbym zgromadzone wszystkie swoje tytuły w specjalnych, przystosowanych do niego wersjach.” Dlaczego nie podzielam tej wizji? Czytaj dalej