Grasz dobrze? Graj źle!

Czasami bywa tak, że siadamy do jakiejś nowej gry, do której zasady zna tylko jedna osoba. Albo nawet nie zna nikt, tylko instrukcja wygląda na nas literkami, a my ją gryziemy podczas przesuwania pionków. Ewentualnie tłumaczy ją nam ktoś, kto grał tyle razy, że żadna instrukcja mu do tłumaczenia nie jest potrzebna.
Czytaj dalej

Wroga panda – propaganda

Czasami bywa tak, że człowiek zjadł za dużo, żeby siedzieć nad planszą. Pierwszym podejmowanym krokiem jest, przynajmniej w moim wypadku, opuszczanie nieco blatu i rozgrywka na półleżąco. Czasami to jednak nie pomaga – chociażby dlatego, że uciskane żołądkiem serce nie jest w stanie dopompować więcej niż absolutnie niezbędne minimum krwi do mózgu.
Czytaj dalej

Przegrywaj bardziej

Czasami bywa tak, że kolegę natchnie na zrobienie gry planszowej (tu pozdrawiam Simana 😉 ). Na tę okoliczność potrzebne są różne rzeczy, ale testerzy najbardziej – a gdzie ich łatwiej znaleźć niż wśród znajomych. Wskutek tej oczywistej prawidłowości miałem niedawno okazję testować grę o (chyba) nieokreślonym tytule, za to o określonej mechanice opartej na współpracy-z-twistem. Twist był taki, że wygrać może jeden, ale przegrać – wszyscy.
Czytaj dalej

Poleć w głębię

Czasami bywa tak, że ktoś nas pyta o polecenie jakiejś gry. Jeżeli udzielamy się na forum g-p to to „czasami” w zasadzie równa się „codziennie”. Tradycyjną odpowiedzią są Innowacje, Shogun i kilka innych stałych tytułów, poza tym kilka pozycji dopasowanych do faktycznych preferencji kupującego. Wpis ten jednak nie będzie wyzłośliwianiem się o tym jak to ludzie dobrym, forumowym żartem potrafią pytającego zdezorientować (taki wpis już chyba był?), ale o tym, o czym lubię pisać najbardziej – o wglądzie. Czytaj dalej

Ulepsz mi grę, zepsuj mi grę

Czasami bywa tak, że autor wypuszcza do lubianej przez nas gry dodatek. Czy to motywacja okołomleczarska, czy też potrzeba serca autora, to już mniej ważne, istotniejszym jest, że dodatek może być fajny bądź niefajny. Tak jak mogą być plusy dodatnie i ujemne, tak dodatek może do radości z gry dodawać, ale może też ujmować. Ba, może nawet ujmować poprzez dodawanie.
Czytaj dalej

W stopę zwrot!

Pojawił się ostatnio wpis Rafała o recenzjach. Odpisywałem komentarzem przez ostatnie pół godziny, postanowiłem dać jednak Disqusowi spokój i zrobić wpis. Nie powinienem z góry nastawiać czytelników wrogo, niemniej muszę na początku napisać, że godzinkę temu wróciłem po czterodniowym organizowaniu games roomu na Falkonie, więc nie wiem czy wszystkie niezręczności sformułowań uda mi się wyłapać i wytępić. Niemniej, zapraszam do lektury 🙂
(warto kliknąć w obrazek, bo w małej wersji wydaje się nijak nie nawiązywać do tekstu)
Czytaj dalej

To proste jak całkowanie

Czasami bywa tak, że chcemy wciągnąć w hobby nowe osoby. Bywają one oporne, bywają chętne jak kania na dżdż(dż). Wprowadzający bywa starym planszowym pierdzielem (jak ja), albo gorliwym neofitą. Każdy z nich ma swoje schody, które prowadzą na „pięterko”, które tutaj rozumiemy jako pokój gier na strychu, a nie w stylu Ala Bundy’ego. Czytaj dalej

Homo oeconomicus, niestety…

Grałem niedawno całkiem dobrą partię Battlestar Galactiki. Miałem mocne podejrzenia co do jednego z graczy, że jest Cylonem, reszta jakoś tego nie podzielała. Nagle odpaliła mi się filmowa/erpegowa wyobraźnia. Kojarzycie motywy, gdzie jedna postać w serialu kogoś jednoznacznie podejrzewa? My wiemy, że się myli, ale ona uparcie w tym trwa. Podejmuje akcje przeciwko tej drugiej niewinnej osobie, knuje, generalnie przez swoją paranoję pogarsza sytuację wszystkich. Nagle moje myślenie przestawiło się na takie własnie tory – podrzuciłem do testu kartę treachery i zacząłem wrabiać innego gracza. Przeważnie takie granie następuje, gdy się jest Cylonem – wrabianie kogoś to podstawa. Ja jednak od początku do końca byłem człowiekiem. Oczywiście pod koniec okazało się, że się myliłem. Czytaj dalej

Krótka opowieść o moich planach wyjazdu na Essen

Niedawna gifowa dyskusja z KubąP w temacie tegorocznego Essen natchnęła mnie do uwiecznienia w ten sposób moich dwumiesięcznych planów i przeżyć związanych z tegorocznymi targami Spiel. Czytaj dalej

Nowe jest wrogiem dobrego

Czasami bywa tak, że człowiek chciałby zagrać w nową grę. Nowa gra może być nową grą, albo może być grą starą, ale nową w kolekcji. Gdy nowa gra jest nowa, to w zasadzie nie ma problemu, natomiast gdy ta nówka jest starutka – oj, tutaj zaczynają się schody. Ppoż. Bez poręczy. W deszczu pod wiatr.
Chcąc przetestować grę przeważnie trzeba mieć z kim ją przetestować. Na potrzeby wywodu zakładam, że ludzie kupujący planszówki mają znajomych/przyjaciół/niewolników nabytych na różne sposoby nie będące tematyką tego wpisu. Gdy ci znajomi pałają entuzjazmem godnym początkującego giermka – wszystko jest ok. Trafem jednak przeważnie nowy tytuł wywołuje entuzjazm jaki najczęściej widać w autobusach komunikacji miejskiej w poniedziałek o 6:18 rano. Czytaj dalej