Kłamstwo – część pierwsza

Heloł. Oto ruszam z obiecanym cyklem. Miałem ruszyć z tym wczoraj, ale zbieg daty i tematyki tego wpisu mógłby się źle odbić na moim szczęściu małżeńskim 😉

Startuję od tematyki kłamstwa. Jedną z moich ulubieńszych gier jest Avalon, wcześniej Resistance oraz Mafia – niewiele więc rzeczy jest bliższych memu sercu niż kłamanie na temat tego, co jest bliższa memu sercu 🙂
Czytaj dalej

Otwarcie zamkowe

Ostatnio odkryłem (za namowami po recenzji Burgenfelda) serwis boiteajeux.net – czyli granie po sieci. Swego czasu grywałem na Brettspielwelt.de – zagrałem ze dwie partie i zaprzestałem tego procederu.
Czytaj dalej

Psychoedukacja z kwiatoszem

Szukałem ostatnimi czasy rozwiązania problemu zmotywowania się do pisania. Generalnie wpisy tworzyłem albo pod wpływem jakiegoś zdarzenia, albo czyjegoś wpisu. Ostatnio jakoś blogosfera nie napawała mnie inspiracją, a i nic specjalnie ciekawego się nie działo. Dla ŚGP piszę cykl felietonów i faktycznie motywacja cyklu wystarcza. Dlatego postanowiłem wymyślić coś, co można przekuć w wieloodcinkowy cykl.
Czytaj dalej

Opowieść z morałem

Swego czasu Palmer zasiał w umyśle mym ziarno „a może wypraseczkę?”. Do tej pory nie miałem za bardzo takiej potrzeby, bo albo nosiłem na spotkania gry bez dodatków, a więc mieszczące się w pudełku ze standardową wypraską, albo grałem w domu, gdzie przyniesienie z odległej o trzy metry szafki pudła z dodatkiem nie było problemem.
Czytaj dalej

Nie miej uczuć, wygraj życie

Osobowość dyssocjalna, czyli potocznie psychopatia, w dużym uproszczeniu, charakteryzuje się zanikiem uczuć wyższych (chociaż są badania, które wskazują, że to raczej umiejętność ich włączania i wyłączania). Epidemiologia psychopatii to 2-3% populacji. Jon Ronson w książce „The Psychopath Test: A Journey Through the Madness Industry” sugeruje, że wśród dyrektorów odsetek ten sięga 4%. Czy różnica ta jest istotna, czy też nie, to ja bez wielkości próby powiedzieć nie umiem, niemniej w zupełności wystarcza to do zainspirowania wpisu. Czytaj dalej

Bernd Brunnhofer dobrze prawi

Lat temu kilka swoje 5 minut na moim stole miała gra Blood Feud in New York. Cała zabawa jest dość prosta – spora mapa Nowego Jorku, po której biegają członkowie rodzin mafijnych oraz ich boss. W trakcie rozgrywki naszym celem jest wyeliminowanie pozostałych rodzin, albo osiągnięcie „niekwestionowanej dominacji” wyrażanej w dochodach. Podczas partii stawiamy budynki, najmujemy oprychów i wszelakiej maści zabijaków oraz kupujemy pojazdy. Do dyspozycji mamy motorówki, limuzyny i helikoptery.
Czytaj dalej

A jednak przygoda

Czasami bywa tak, że jak człowiek raz zacznie na jakiś temat myśleć, to zmienia się to na pewien czas w myśli natrętne. Ostatnio dręczy mnie kwestia przygody w planszówkach. Odpaliłem ostatnio nieco już zaniedbane przeze mnie Faster Than Light. Fabularnie jest to uproszczone Battlestar Galactica albo Star Trek (albo Stargate Universe, które jest świetne, ale niedoceniane, więc z anteny zdjęte) – skaczemy w coraz to nowe sektory, a w tych sektorach poruszamy się pomiędzy kolejnymi bojami (w sensie walki i w sensie latających nadających sygnał radiowy punktów orientacyjnych), a tam zawsze jakaś niespodzianka. A to ktoś nas zaatakuje, a to ktoś wzywa pomocy, bo go ktoś atakuje. Czasami to atakujący nas wzywają pomocy jako zmyłka – generalnie kosmos pełen niebezpieczeństw.
Czytaj dalej

Ahoj, turlodo!

Czasami bywa tak, że człowiek zastanawia się co właściwie robi z własnym życiem. Mnie ostatnio taka wątpliwość naszła przy partii Bora Bora (autorstwa porucznika Boraewicza) – siedzę, przesuwam jakieś kosteczki, Windziarz urządza sobie podśmiechujki, Ciuniek knuje, liczy, tatuuje karton czy inne imaginacyje. „A mogłem w tym czasie turlać” pomyślałem.
Czytaj dalej

Przegrywanie z godnością. Innych.

Czasami bywa tak, że granie boli. Intelektualnie. Boli przegrana, posiadanie słabszego mózgu, okazanie niższości intelektualnej, czy jak tam w swojej grupie dworujecie z przegrywającego. Sposobów radzenia sobie z tym jest kilka.
Czytaj dalej

W co się bawić? W Polsce to już mniej Coupotliwe pytanie.

Czasami bywa tak, że człowiek ma ochotę pograć w takiego Avalona, albo Resistance’a. Ale ludzi jakby za mało. Albo czasu. Albo już się raz tego wieczoru pobiliśmy, więc szukamy czegoś innego.
Czytaj dalej